Wiek: 19 Dołączyła: 20 Sie 2006 Posty: 244 Skąd: ^^
Wysłany: 2007-04-06, 14:34
Bylam u spowiedzi jakos chyba we wtorek ;P Takiego kazania to jeszcze nigdy nie mialam^^ Ksiadz zaczal mi opowiadac kogo tam nie widzial lezacego na lawce badz pod nia xD I nie mozna nasladowac szarych gesi!! Nakleczalam sie tam z 15 minut chyba a potem wszyscy sie jakaos dziwnie patrzyli na mnie xD Nastepna planowana spowiedz czeka mnie na Boze Narodzenie ....
W ogóle. : |
Przyznanie się do grzechów przed księdzem. Bóg to widzi, więc po co mu to by było? ; |
Oraz wysłuchanie kazania, którego zazwyczaj nie słucham. ; P
Donia napisał/a:
jak często chodzicie do spowied
Jak mała kolejka do spowiedzi przed świętami to idę. Raz na rok? xD
Dołączyła: 29 Mar 2007 Posty: 168 Skąd: z drugiej strony
Wysłany: 2007-04-06, 18:31
Skype: fushigi_xd
mnie na szczęście spowiedź nie dotyczy, bo jestem protestantką jeśli żałuję to cała sobą nie tylko słowa o tym mówią
_________________ A bogowie grają w kości i nie pytają wcale czy chcesz przyłączyć się do gry (. . . ) Bogowie kpią sobie z twojego poukładanego życia (. . . ) nie przejmują się zbytnio ani naszymi planami na przyszłość ani oczekiwaniami. Gdzieś we wszechświecie rzucają kości i przypadkiem wypada twoja kolej. I odtąd zwyciężyć lub przegrać - to tylko kwestia szczęścia.
Borys Pasternak
Hehe nie tylko ja jestem. A mozna wiedziec doklaniej?
_________________ Wolę, gdy ludzie popierają mnie ze strachu niż z przekonania. Przekonania są zmienne, strach zawsze jest ten sam.
Kocham wszystkie dziewczyny i chlopaków z duzym piernikiem.
jakoś nie wierze w spowiedz i w całą otoczkę świetości ... chyba nie rozumiem istoty spowiedzi ...oczyszczenie? być moze, ale ludzie potrafia załować swych grzechów bez mowienia o nich
_________________ ,,Wszystko dzieje się dokładnie na opak. To szalony świat"
_________________ Wolę, gdy ludzie popierają mnie ze strachu niż z przekonania. Przekonania są zmienne, strach zawsze jest ten sam.
Kocham wszystkie dziewczyny i chlopaków z duzym piernikiem.
hmm, no ja podobnie jak tu niektórzy, przystepuje do spowiedzi (tak srednio 3 razy w roku) ale tez wiele razy zastanawialam sie nad sensem tego sakramentu. Poniekąd sens w tym jest i to trzeba przyznac, przede wszystkim chodzi o to, że wyznajc grzechy kapłanowi, który akurat ma dyżur :-) pozbywamy sie ich i czujemy sie lepiej, mamy mniejsze wyrzuty sumienia, czujemy sie jakby czyści, wolni.
Osobiscie nie wierzę w to, że kapłani mogą odpuszczac nasze grzechy, bo Chrystus ich upoważnil (kolokwializm:-:)), dla mnie to najbardziej paradoksalna "rzecz" w kosciele, nie powiem że smieszna bo mnie tu zjedzą niektórzy, ale przygladając sie temu bliżej same sie takie wnoski nasuwają.
A jeszcze odrębna sprawa to to, że w wielu przyapdkach to ksiadz w tym konfesjonale nawet nie slucha co do niego mówisz, na koniec powie jakąś wyuczoną formłkę i zada ci pokutę. A czy wlasnie tak wg koscioła (znów paradoksalnie) i wg wiernych winna polegac spowiedz?
Argument typu: "ksieza mają tyle na glowie i nie moga kazdemu duzo czasu poswiecac w konfejonale" to juz w ogóle lol:-)
_________________ one love one tear one destination!!
Szczerze mówiąc nigdy za często nie przystępowalam do spowiedzi ale zazwyczaj na wielkanoc - kilka razy zdarzyło mi się i to opuścić. Czyli nie częsciej niż dwa razy do roku, a czasem nawet rzadziej. teraz jestem w USA i pomyślałam sobie, a wyspowiadam się na święta. No i poszłam do polskiego księdza i powiedziałam, że stosuję antykoncepcję - dostałam rozgrzeszenie warunkowa, które traktuję tak jakbym wogóle go nie dostała, bo warunkiem było zrezygnowanie z dotychczasowej metody, a przejście na metodę kalendarzykową - co dla mnie odpada. Nie chodzę więc do Komunii, czekam na przyjazd do Polski - wtedy pójdę i opowiem co i jak - jeżeli nie dostanę rogrzeszenia- rezygnuję ze spowiedzi tradycyjnej - będę się sama spowiadac przed Bogiem.
strasznie sie boje spowiedzi. teraz spowiadam sie dosc zadko w porównaniu z minionymi czasami.moze jest to dziwne ale potem czuje sie prawie jak nowonarodzona. Mimo to nienawidze tego robić.
Nie boję się.
Idę.
Klękam.
Ledwo skończę mówić swoje grzechy, a już słyszę puknięcie.
Odchodzę.
I ciągle myślę, że się nie wyspowiadałam, że nadal jestem "nieczysta".
Mój spowiednik zmarł rok temu. Od tamtej pory czuję pewną pustkę. Przywiązałam się do niego. Maglował? I to jak. Ale pewne rzeczy potrafił uświadomić. Rozmawiał jak z przyjacielem, jak z osobą równą sobie. Strata niezwykle wielka. Przykro mi, że tak się stało, bo większość księży spowiada "na opak".
Byle stuknąć, byle szybciej, byle więcej...
Czy to coś daje?
Nic.
Bo skoro ksiądz nie wskaże mi moich grzechów, moich złych poczynań, nie wytłumaczy, to jaka szansa na poprawę? Jakie chęci? Niewielkie.
Konfesjonały do kościołów postanowiono wprowadzić w XVI wieku.... dopiero od tego momentu zaczęto spowiadać i odpuszczać grzechy...
Wcześniej nie znano pojęcia spowiedź uszna i po prostu kupowano sobie odpusty... znów KASA..
Idąc tropem logiki katolików wszyscy, którzy żyli do XVI wieku poszli do piekła.. oczywiście jeżeli taki stan istnieje biorąc pod uwagę że otrzymaliśmy od Boga obietnicę zbawienia...
Konfesjonały do kościołów postanowiono wprowadzić w XVI wieku.... dopiero od tego momentu zaczęto spowiadać i odpuszczać grzechy...
Wcześniej nie znano pojęcia spowiedź uszna i po prostu kupowano sobie odpusty... znów KASA..
Idąc tropem logiki katolików wszyscy, którzy żyli do XVI wieku poszli do piekła.. oczywiście jeżeli taki stan istnieje biorąc pod uwagę że otrzymaliśmy od Boga obietnicę zbawienia...
Z tym nie mogę się zgodzić. Już w II wieku n.e. zaczęto, interpretując Ewangelię św. Jana, propagować i stosować spowiedzi jednorazowe, tj. na łożu śmierci, a już na przełomie V/VI spowiadano się kilkukrotnie. Dalej, za papieża Grzegorza I nastapił kolejny sobór Laterański, w którym ustanowiono obowiązek spowiedzi przynajmniej co Wielkanoc, wtedy również weszła prawnie tajemnica spowiedzi.
Dalej, za papieża Grzegorza I nastapił kolejny sobór Laterański, w którym ustanowiono obowiązek spowiedzi przynajmniej co Wielkanoc, wtedy również weszła prawnie tajemnica spowiedzi.
przeczytałam biografię Grzegorza I, ale chyba jakiegoś cienkiego autora, ponieważ o obowiązku spowiedzi nic nie wspominał
Znalazłam jednak ciekawe zdanie odnoszące się właśnie do tego papieża.."Wprowadził jednak – jako pierwszy – instytucję PłATNEGO PRZEBACZANIA i łaski. Jeśli człowiek był dla papieża użyteczny, lub przynajmniej odpowiednio bogaty, mógł liczyć na otrzymanie pozwolenia na grzech"
Dawno temu gdzieś czytałam że słowa odnoszące się do spowiedzi usznej wcale nie kierowane są do księży tylko do każdego człowieka... ale to już inna bajka..
Do bierzmowania miałam wymóg, aby mieć 'zaliczone' pierwsze piątki miesiąca. Teraz chodzę, na ważniejsze święta lub gdy odczuwam taką duchową potrzebę, co zdarza się niezmiernie rzadko. Nigdy jakoś się nie bałam, pomijając Pierwszą Spowiedź.
Do spowiedzi nie chodzę choćby dlatego, że ksiądz wogóle nie słucha co mówię. Bardzo często jest tak, że za każdym razem mam taką samą pokutę, a grzechy zupełnie inne niż poprzednio.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum
Firma "Krynski NET" Michał Kryński - właściciel serwisu Znajomi.biz nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytuu odpowiedzialność karna lub cywilna.