Wiek: 18 Dołączyła: 08 Sie 2006 Posty: 2452 Skąd: Psycholandia
Wysłany: 2007-05-07, 12:28
faris napisał/a:
Przecież jest tak możliwość, więc o czym Ty biadolisz ?
Myślę, że mu chodziło o spotkanie z Bogiem "twarzą w twarz"..
Cytat:
Gdybyś miał taką możliwość, to o co chciałbyś spytać Boga?
Dlaczego ludzie tak w niego wierzą.
_________________ Nikt nie będzie wiedział, kim jestem,
tylko suknia mnie zdradzi szelestem,
więc założę na szyję kapelusz,
po nim poznasz mnie dziś, przyjacielu.
Myślę, że mu chodziło o spotkanie z Bogiem "twarzą w twarz"..
e, chyba nie bardzo, mnie się zdaje, że cały pobyt Jesmena na forum to swego rodzaju agitacja.....
Jamsen napisał/a:
Gdybyś miał taką możliwość, to o co chciałbyś spytać Boga?
po co? jaki to ma sens i gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla mnie?
_________________ "Jakkolwiek bym się nie starał, nie potrafię już znaleźć się z powrotem w swojej dawnej kopercie czy choćby rozsiąść się wygodnie w swoim starym "ja"; zbyt wielki tam nieporządek; meble poprzestawiano, żarówka się przepaliła, strzępy przeszłości walają się po podłodze."
Przecież każdy ma swój rozum.
Czy mogę kogoś do czegoś zmusić?
a czy ktoę mówi, że kogoś asz zamiar do czegoś zmusić?
_________________ "Jakkolwiek bym się nie starał, nie potrafię już znaleźć się z powrotem w swojej dawnej kopercie czy choćby rozsiąść się wygodnie w swoim starym "ja"; zbyt wielki tam nieporządek; meble poprzestawiano, żarówka się przepaliła, strzępy przeszłości walają się po podłodze."
Poza tym... to tak trochę głupio... To są pytanie do Boga, a odpowiadasz na nie Ty
_________________ "Jakkolwiek bym się nie starał, nie potrafię już znaleźć się z powrotem w swojej dawnej kopercie czy choćby rozsiąść się wygodnie w swoim starym "ja"; zbyt wielki tam nieporządek; meble poprzestawiano, żarówka się przepaliła, strzępy przeszłości walają się po podłodze."
bo jest taki temat... i jak wszystko co tu się zamieszcza, zaspokaja to moją potrzebę duchowego i emocjonalnego ekschibicjonizmu. Może CIe to rozczaruje, ale rzadko się zdarza, żeby temat poruszany na tym forum wpływał zancznie na życie użytkowników.... Zwykle mówi się o tym, co już się przeżyliśmy...
_________________ "Jakkolwiek bym się nie starał, nie potrafię już znaleźć się z powrotem w swojej dawnej kopercie czy choćby rozsiąść się wygodnie w swoim starym "ja"; zbyt wielki tam nieporządek; meble poprzestawiano, żarówka się przepaliła, strzępy przeszłości walają się po podłodze."
Gdybyś miał taką możliwość, to o co chciałbyś spytać Boga?
"Dlaczego dałeś mi możliwość zadania ci pytania?"
Tudzież.
"O co chodzi?"
No i na marginesie:
Wszystkie rozmowy o Bogu są bezcelowe. Z mojego punktu widzenia, którego jakoś nikt nie chce podzielać, ale ja jestem o nim przekonany stuprocentowo. Trochę rozumiem tutaj położenie Jamsena, bo jest sam w swoich przekonaniach. Ja jednak nie będę starał się na nikogo wywierać wpływu, każdy ma mózg (mniejszy lub większy, ale zawsze). ;]
Teoria, którą zaraz przedstawię, po prostu wpadła do mojej głowy pewnej nocy, kiedy leżałem w łóżku i starałem się zasnąć. Ot tak, pojawiła się i walnęła obuchem w łeb.
Po pierwsze - Bóg żyje i jest prawdziwy. To jest prawda. ALE.
No właśnie, ale. Wiecie jak to jest ze społeczeństwami? Tudzież na przykład ze stadem czy rojem?
Każde może być traktowane jako jednostka posiadająca oczy, uszy, ręce, mózg. Grupa będąca rękami to na przykład robotnicy wszelacy. Uszy i oczy to na przykład media. I tak dalej, i tak dalej. Pojedyńczą jednostkę można traktować więc jak komórkę.
Idąc dalej tym torem, dochodzimy, wierzcie lub nie, do Boga. Tutaj już nawet nie jesteśmy komórkami, tylko ich częściami. Planety to komórki, galaktyki to tkanki, i tak dalej. Bóg jest wszędzie? No jasne, to się rozumie samo przez się. Bóg kocha nas wszystkich, ponieważ kocha sam siebie, a my jesteśmy Nim. Jednakże nigdy nie miał i nie będzie miał wpływu na nas, nasze życie, nie może reagować na modlitwy. Jest tak neutralny jak my jesteśmy wobec wobec jakiejś tam komórki gdzieś w naszym ciele (dopóki nie jest to komórka nowotworowa, ale nawet wtedy dużo więcej komórek musi zostać zainfekowane zanim ktokolwiek cokolwiek może zauważyć). Bóg żyje. Na poziomie niemożliwym do pełnego pojęcia dla nas, ale jednak.
Uuu. Się rozpisałem, wielkie sorry. ;]
To jest mój punkt widzenia, i kompletnie nic go nie zmieni. Jestem nawet trochę dumny, że na to wpadłem. Nie wiem czy zupełnie sam. Ale to nieważne.
Trzymajcie się.
_________________ The moon, the sign of hope. It appeared when we left the pain of the ice-desert behind. We faced up to the curse and endured misery. Condemned we are. We brought hope, but also lies. And treachery.
Po pierwsze - Bóg żyje i jest prawdziwy. To jest prawda. ALE.
No właśnie, ale. Wiecie jak to jest ze społeczeństwami? Tudzież na przykład ze stadem czy rojem?
Każde może być traktowane jako jednostka posiadająca oczy, uszy, ręce, mózg. Grupa będąca rękami to na przykład robotnicy wszelacy. Uszy i oczy to na przykład media. I tak dalej, i tak dalej. Pojedyńczą jednostkę można traktować więc jak komórkę.
Idąc dalej tym torem, dochodzimy, wierzcie lub nie, do Boga. Tutaj już nawet nie jesteśmy komórkami, tylko ich częściami. Planety to komórki, galaktyki to tkanki, i tak dalej. Bóg jest wszędzie? No jasne, to się rozumie samo przez się. Bóg kocha nas wszystkich, ponieważ kocha sam siebie, a my jesteśmy Nim. Jednakże nigdy nie miał i nie będzie miał wpływu na nas, nasze życie, nie może reagować na modlitwy. Jest tak neutralny jak my jesteśmy wobec wobec jakiejś tam komórki gdzieś w naszym ciele (dopóki nie jest to komórka nowotworowa, ale nawet wtedy dużo więcej komórek musi zostać zainfekowane zanim ktokolwiek cokolwiek może zauważyć). Bóg żyje. Na poziomie niemożliwym do pełnego pojęcia dla nas, ale jednak.
To jeszcze spróbuj znaleźć potwierdzenie tej teorii.
Nietrudno sformułować (wymyślić) jakieś twierdzenie.
Trzeba je potem poprzeć dowodami.
Albo inaczej... skoro sformułowałeś tą tezę, to może miałeś jakieś przesłanki ku temu.
To jeszcze spróbuj znaleźć potwierdzenie tej teorii.
Nietrudno sformułować (wymyślić) jakieś twierdzenie.
Trzeba je potem poprzeć dowodami.
Albo inaczej... skoro sformułowałeś tą tezę, to może miałeś jakieś przesłanki ku temu.
Eh, widać że nie rozumiesz za bardzo. Nie potrzebuję żadnych dowodów. Na co mi one? To jest po prostu coś, co brzmi bardzo logicznie, i może być równie wiarygodne jak cokolwiek innego.
Nie zależy mi również na przekonywaniu innych co do tego punktu widzenia, tak jak tobie zależy na nawracaniu, udowadnianiu, poprawianiu. Po prostu. Pokazałem na co wpadłem pewnej nocy.
Nie lubię się podniecać tak jak inni 'dowodami', że to, że tamto, że tak a nie inaczej - bo tak właśnie napisano. Niedługo ludzie zaczną wierzyć w Valarów, bo o nich też napisano, tyle że w Silmarillonie. Niektórzy ludzie nawet zaczęli wierzyć w Necronomicon - bo to o nim pisał Lovecraft. Tak samo jak kupa ludzi wierzy/ła w wiedźmę z Blair.
To wszystko to jest prawie jednakowa filozofia, którą omijam szerokim łukiem - zdobycie uwagi różnymi sposobami. Daj mi, chłopie, dowód, że pierwsze słowa Biblii są prawdziwe. Masz taki? Jak masz, to zrewolucjonizujesz wiele rzeczy. Pewnie i na Nobla się załapiesz.
Trzymajcie się.
_________________ The moon, the sign of hope. It appeared when we left the pain of the ice-desert behind. We faced up to the curse and endured misery. Condemned we are. We brought hope, but also lies. And treachery.
Eh, widać że nie rozumiesz za bardzo. Nie potrzebuję żadnych dowodów. Na co mi one? To jest po prostu coś, co brzmi bardzo logicznie, i może być równie wiarygodne jak cokolwiek innego.
Ach...
Widzę, że mam do czynienia z egocentrykiem.
[ Dodano: 2007-05-08, 15:07 ]
Cairn napisał/a:
To wszystko to jest prawie jednakowa filozofia, którą omijam szerokim łukiem - zdobycie uwagi różnymi sposobami. Daj mi, chłopie, dowód, że pierwsze słowa Biblii są prawdziwe. Masz taki? Jak masz, to zrewolucjonizujesz wiele rzeczy. Pewnie i na Nobla się załapiesz.
Dowód jest, jak najbardziej logiczny (skoro logiką wolisz się posługiwać)
Słuchaj, to nie ma znaczenia.
Ty również(?) zbijasz innych poglądy odpowiednimi cytatami z Biblii. Bam bam bam! Cytat, cytat, cytat! Bo ja mam rację i -nikt- mnie nie przekona że jest inaczej! Bam! Następny cytat! Bo ty się mylisz, bo tak tu mam namazane.
Jak chcesz, możemy pogadać więcej o egocentryzmie.
_________________ The moon, the sign of hope. It appeared when we left the pain of the ice-desert behind. We faced up to the curse and endured misery. Condemned we are. We brought hope, but also lies. And treachery.
Ale twoja wiara w to, co jest tam napisane, stawia cię na tym samym poziomie.
Ty wierzysz, bo masz napisane, ja wierzę, bo jest to potwornie logiczne. Ty na 'dowód' masz słowa Biblii, ja swój mózg. Ty starasz się nawracać i przekonywać do swoich poglądów, ja nie.
Jest różnica jednak.
_________________ The moon, the sign of hope. It appeared when we left the pain of the ice-desert behind. We faced up to the curse and endured misery. Condemned we are. We brought hope, but also lies. And treachery.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum
Firma "Krynski NET" Michał Kryński - właściciel serwisu Znajomi.biz nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytuu odpowiedzialność karna lub cywilna.