*faris
Dołączyła: 26 Lis 2006 Posty: 2149 Skąd: sercem z L.
Wysłany: 2007-02-09, 22:22
nie pomaga, ale jednak lepiej mu jest tak niż jakby się męczył...
pies mojej babci miał raka w uchu, bolało go, przestał słyszeć, strasznie się męczył... chyba lepiej że go uśpili
_________________ Muminki Cię śledzą...
zabiją...
i zjedzą!
Mumiiiiinki!
Dołączyła: 07 Paź 2006 Posty: 4529 Skąd: z doliny muminkow
Wysłany: 2007-02-09, 22:25
Chyba najlepiej kupic od razu nowe zierze. Wiadomo ze ciezko.... Jako "psiara" spotykam sie czesto z takimi sytuacjami kiedy wlasciciel usypia swojego pupila. I sa dwie drogi. Albo nie kupuje od razu tylko x latach kiedy zupelnie zapomina o ulubiencu.. to chyba ta gorszza bo pustka w sercu pozostaj.. I jest inna mozliwosc. Kupno nowego pupila. Te nowy lokator zaczyna ponownie uzupelniac pustke w sercu, nie odzwyczajasz sie od pewnych obowiazkow a co najwazniejsze jestes tak zaapsorbowany nowym zwierzakiem ze o starym myslisz z usmiechem na twarzy a nie lza w oku.
Wiek: 23 Dołączyła: 01 Lut 2007 Posty: 36 Skąd: Kraków
Wysłany: 2007-02-09, 22:35
mam kota.... jest śmiertelnie chory na raka.... doktor rok temu dawał mojej kotce kiepskie rokowania, na razie jest ze mną jeszcze.... ale z każdym dniem dochodzi do mnie coraz bardziej że nie wiem ile jej jeszcze zostało.... na samą myśl o tym że będę ją musiała kiedyś oddać do uśpienia ciarki mnie przechodzą.... choć wiem że to ulżyłoby jej napewno w cierpieniu....
_________________ Lepiej być kimś i nie mieć niczego, niż mieć wszystko i być nikim.....
Mialam taka sytuacje.. w listopadzie. Kotek zyl z nami 14 lat. Bl przekochany, madry, no czlonek rodziny. Zachorowal nam na bialaczke. Chorowal duzo od czasu jak moj brat wyjechal. To byl jego kot, on go znalazl. W ostatniej fazie biedactwo juz nie moglo sie nawet ruszac, oddech sprawial bol, jakiwkolwiek proby przeniesienia go. Musialysmy go z mama zaniesc do uspienia, bo sie naprawde bardzo meczyl. Ale i tak bolalo i wylysmy caly dzien.. Tone lez zesmy wylaly..
_________________ Dobrą stroną upadania jest to, że dajemy naszym przyjaciołom szanse by nas podtrzymali
Brutus skoczyl mojej siostrze do gardla, wgryzl sie dosc gleboko, prawie do tetnicy. Ojciec na szczescie podbiegl te kilkanscie metrow, w sama pore chwycil dziada, rzucil nim o sciane domu w przyplywie zlosci, potem zamknal. Weterynarz na wyrazna prosbe uspil od razu, mimo, ze powinien zatrzymac najpierw na obserwacje.
i dobrze, mimo, ze kocham psy. jego szczescie, ze mnie nie bylo w domu.
_________________ "tu gdzie mnie nie ma świat umiera
i o litość blaga każde drzewo kamień książka rym"
Dołączyła: 18 Paź 2005 Posty: 1647 Skąd: z samej góry
Wysłany: 2007-02-10, 18:13
na to nic nie pomaga
tuz przed wigilia zdechl moj pies
miala 16,5 roku
wlasciwie jechal brat z mama zeby ja uspic bo juz nie mogla oddychac i strasznie sie meczyla
zdechla w drodze do kliniki mojemu bratu na kolanach
plakalam bardziej niz po dziadku
_________________ zaczynam się tam gdzie inni się kończą...
Napewno lepiej uśpić zwierzaka niż zeby miał biedak cierpieć. Trudno takie zycie. Na początku jest cięzko jak to zawsze bywa, a tak to nawet tego nie poczuje.
_________________ Skarb to nie tylko złoto czy srebro!!
'' - Ludzie przybierają wciąż nowe maski...
- A co kryje się pod tymi maskami?
- Cała masa gówna. ''
mój pies żył do końca "z nami", nie pozwoliliśmy go uśpić wybraliśmy operację wycięcia ogromnego guza - przezył po niej jeszcze 4 lata, choć lekarz specjalnie nie spodziewał się że długo pociągnie. Okazało sie że te lata były wesołe i pełne radości - czasem warto powalczyć o ten czas, zarówno dla nas jak i psa to taki bonus od życia.
Przeszłam to wielokrotnie...
2 miesiące temu zdecydowałam sie na uśpienie mojej kotki Miała nowotwór od 3 lat, żyła z tym długo, na początku leczenie pomagało, pod koniec męczyła się strasznie, nie mogłam dłużej na to patrzeć. Do samego końca byłam z nią, miałam wrażenie że dziękuje mi za to że wreszcie jej ulżyłam. Nie uroniłam przy niej ani jednej łzy, nawet wtedy gdy zasypiając na zawsze burczała i lizała mnie po ręce. Ale po wyjściu z gabinetu nie wytrzymałam dłużej. Do tej pory nie oswoiłam sie z jej stratą. Dożyła wspaniałego wieku, miała 22 lata, była starsza ode mnie.
Ehh....Rozpłakałam się czytając ten temat...Przewrażliwiona jestem -_-.
Mam psa i kota, od 6 lat.
Nie wyobrażam sobie, że wracam do domu, i nie wita mnie kot prowadzący mnie pod lodówkę (;-), merdanie psa, nie wyobrażam sobie, że na ciuchach nie mam ich sierści...
A z drugiej strony...Bardziej bolałaby mnie myśl, że one sie męczą, że mogę im ulżyć a tego nie zrobię.
Moje zwierzaki jeszcze pewnie trochę pożyją, ale mimo, że będzie to trudne, na pewno nie zrezygnuję z uśpienia ich bo "mi będzie żal"..Dla mnie najważniejsze są ich odczucia...
Nigdy nie dałam zwierzęcia do uśpienia...moje zwierzaki raczej zawsze ginęły pod kołami samochodu albo zostały zagryzione przez inne...zawsze w takich wypadkach rycze jak bóbr, bo bardzo się przywiązuje do zwierząt, więc nawet nie chcę myśleć co by się ze mną działo gdybym miała patrzeć jak mój zwierzaczek zasypia na zawsze...nawet świadomość, że w ten sposób mu ulże, by mi nie pomogła...
_________________ 'W miłości wszystkie środki są dobre, prócz tych, które prowadzą prosto do celu.'
Tadeusz Breza
Ostatnio zmieniony przez Iga... 2007-02-21, 15:41, w całości zmieniany 1 raz
Miałam psa - suke był to piękny owczarek niemiecki. miała 9 lat, wabiła sie Tajga. Niestety zachorowała na najgorszego raka jakiego może dostac pies. Był to wściekły nowotwór sutka . Jadała coraz więcj a rak zjadał ją od środka. najgorsze było to że nawet nie było tego widać. Z 50 kg schudla...ach lepiej nie mówic bo od razu łzy mi napływają do oczu.
Jedynym co mogłismy zrobic to uspic ja. weterynarz nie mógl jej pomóc.
_________________ Wszystkie debilki lubią wampirki;););)
Ostatnio zmieniony przez Aaliyah 2007-02-21, 17:31, w całości zmieniany 1 raz
Tak i nigdy nie zapomne tego dnia.
Miałam 5 lat, była już późna jesień.
Moj ukochany piesek ( kundelek) ugryzł jakiegoś głupiego dzieciaka, który rzucał w niego kamieniami.
Oczywiście była awantura.
Ale w końcu wyszło na to,że to wina tego smarkacza.
Potem było gorzej.
Kilku chłopaków ( był z nimi ten mały dzieciak) rzucali ponowaie w Ramzesa kamieniami bo się 'wkurzyli'że go nie ukarano.
Wtedy on się na nich rzucił i ugryzł ponowanie tego samego dzieciaka.
Wtedy jego rodzice powiedzieli,że albo uśpią Ramzesa, albo zgłosza to na policje...
Było pochmurne, późnojesienne popołudnie.
Lekka mżawka,szaro.
Przyjechał weterynarz w dużym zielonym samochodzie.
Nie wiedziałam dokładnie o co chodzi, ale miałam złe przeczucia, bo ojciec uwiązał Ramzesa,żeby nigdzie nie mógł iść.
Siedziałam z koleżankami na murku przed domem.
Ojciec zabrał Ramzesa za dom. Za nimi poszedł weterynarz z jakąś czarną skrzynką.
Słyszałam warczenie i szczekanie Ramzesa. Po chwili wszystko ucichło.
Weterynarz z ojcem nieśli duży czarny worek, wsiedli do samochodu i jechali w strone lasu.
Wiedziałam co się stało, ale nie chciałam dopuścić do siebie tej myśli.
Biegłam za samochodem, dopóki miałam siły.
Straciłam samochód z oczu...
Do dzisiaj to pamiętam i do dzisiaj pluję sobie w brode,że nie wypuściłam Ramzesa...
Matko... to musiał być dla ciebie straszne.
Poza tym nie rozumiem jak twój ojciec mógł coś takiego zrobić!?
Nigdy bym swojemu ojcu czegoś takiego nie wybaczyła...
_________________ Jak na deszczu łza, cały ten świat nie znaczy nic.
Chwila która trwa, może być najlepszą z twoich chwil...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum
Firma "Krynski NET" Michał Kryński - właściciel serwisu Znajomi.biz nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytuu odpowiedzialność karna lub cywilna.