Zetknęłam się. Wtedy może jeszcze niezbyt świadomie. Nie chce tu o tym pisać. Jak dla mnie rak kojarzy się, niestety, z chorobą nieuleczalną, ciężką. Jest to chyba choroba, której boje się najbardziej.
_________________ Możesz poprowadzic moje auto
Tak, zamierzam zostać gwiazdą
Możesz prowadzic moje auto
A ja cie kocham
Dołączyła: 07 Paź 2006 Posty: 4529 Skąd: z doliny muminkow
Wysłany: 2006-12-14, 22:54
NIekidy rak dotyka osob po ktorych najmniej bysmy sie tego spodziewali...
To jest kontrowersyjny teamt i az za bardzo, o tym sie nie powinno mowic... to w 70 przypadkach smierc.
NIe bede o tym mowic bo bardzo zadko mowie o sobie.
moja ciocia miała raka piersi... po wielu chemiach jakos wróciła do zdrowia. Teraz okazało się, ze ma przerzuty na płuca... już chyba nikt nie wierzy w to że wyzdrowieje. Naszczęscie ona sie nie załamuje i ma nadzieje że moze z tego wyjdzie...
_________________ All good things come to an end...
;]
Wcześnie wykryty rak jest uleczalny, niestety nasze społeczęństwo żywi jakiąś niezrozumiałą niechęć do robienia sobie regularnych badań, dlatego dowiadujemy sie o chorobie zwykle wtedy kiedy jest już za późno.
Sam miałem dziadka, który umarł na raka, umarł na własne życzenie, ponieważ nie podjął leczenia choć wiedział o chorobie.
Kiedy się zdecydował było już za późno.
moja mama jest, czy może była chora na raka.. na szczęście udało się wykryć chorobę na tyle wcześnie, że można było podjąć jeszcze jakieś działania. No i teraz wszystko jest w porządku, tzn we wzglądnym porządku, bo nadal musi byś pod stałą opieką lekarza onkologa.
i jeszcze tak mała refleksja na temat raka.. choć zabrzmi to dziwnie, to rak po prostu powszednieje... dziś rak nie wzbudza juz takich emocji, jak np 10 lat tamu... nie wynika to tylko z rozwoju medycyny i tego, że dziś rak nie jest równoznaczny ze śmiercią, ale teraz rak jest bardzo "popularną" chorobą
prawie każdy ma w rodzinie osobę chorą, zna kogoś, kto choruje lub ma w rodzinie osobę, która choruje
rak powoli wtapia się w krajobraz chorób nowoczesnej cywilizacji.
ludzie zaczynają na to patrzeć inaczej. Ma raka? No i co z tego? On/Ona też miałą i żyje
pocieszająca jest jedynie świadomość, że dzięki tej "popularności" zwiększa się samoświadomość ludzi, rozwija się profilaktyka i rak coraz rzadziej jest wyrokiem
w czasie mojej bytności w szpitalach poznałam wiele osób (głównie kobiet), które walczyły z rakiem, poznałam też takie, które się poddały.. Nie wszystkim udało się...pokonać chorobę
zadziwiająca jest jednak determinacja i wiara człowieka, że rak, to nie wyrok i że można żyć normalnie, walczyć o siebie
podziwiam takich ludzi, podziwiam moją matkę
_________________ "Jakkolwiek bym się nie starał, nie potrafię już znaleźć się z powrotem w swojej dawnej kopercie czy choćby rozsiąść się wygodnie w swoim starym "ja"; zbyt wielki tam nieporządek; meble poprzestawiano, żarówka się przepaliła, strzępy przeszłości walają się po podłodze."
Nabokov Rozpacz
Ostatnio zmieniony przez luba 2007-01-07, 13:19, w całości zmieniany 2 razy
Dołączyła: 29 Lis 2006 Posty: 79 Skąd: nie stad skad ty
Wysłany: 2007-01-07, 14:28
Skype: d.z.i.d.k.a.
moj wujek 30 listopada 2006roku (niewiele pond miesiac temu) zmarl na raka.... strasznie go kochalam byl super facetam, ale samotnym... teraz mysle ze to moze i dobrze:(... jak byl zdrowy zawsze sie smial, zartowal, byl szczesliwy:)... na poczatku stycznia 2004 wykryto u niego raka tkanki miekkiej... mial badania poniewaz na nodze urosla mu bardzo duza gula... jak pozniej sie okazalo, przez nia zmarl, bo ona nasiala kolejne guzy... dopoki mial je pod skora mial operacje... nie mial chemii, poniewaz nie dziala ona na te odmiane raka...
w sierpniu tego roku pojechalam do niego i mojej babci. zaczal kulec. w przeciagu dwoch dni nie mial wladu a jednej nodze. chodzil o kulach, ale i tak bylo mu ciezko. tracil panowanie nad swoim cialem. moja mama z ich siostra i z jego przyjaciolmi zawiezli go do warszawy do spzitala gdzie sie leczyl. wtedy moja mama uslyszala od lekarza slowa: "prosze pani, pani brat od czerwca umiera. juz nie mzoemy jemu pomoc"...i tak bylo.mial przezuty na pluca, kregoslup i zebra(zebra byly bardzo polamane) wrocil do domu. do listopada jezdzil na wozku, ale bylo dobrze (jesli mozna tak to nazwac).on mial swoja "kuracje: - alkohol... ale w jego rpzypadku to sie nie dziwie... pomagalo mu - zapominal... i jadl lody litrami (chyba mial napady goraca-objawy przy przezutach)w listopadzie zaczal miec drgawki, goraczki, zaczal sie dusic... dzien przed smiercia czul sie lepiej:) znowu sie smial, pil piwo:)... nastepnego dnia tracil swiadomosc. gdy moja mama sie o tym dwiedziala pojechala tam (spod lublina pod bialystok)... nie zdazyla. on zostal zawieziony do szpitala karetka. w drodze byl reanimowany i drugi raz na izbie przyjec. prawdopodobnie bezposrednia przyczyna smierci bylo uduszenie...
szczerze mowiac do tej pory do mnie to jakby nie doszlo ze on nie zyje. bylam juz u mojej babci z ktora mieszkal, widzialam ze go nie ma, ze nie ma jego rzeczy, ale....
bardzo go kochalam... ciesze sie tylko ze dluzej nie cierpial...
a cierpial:(
Ostatnio zmieniony przez Dzidka:D 2007-01-07, 14:33, w całości zmieniany 1 raz
moja mama jest, czy może była chora na raka.. na szczęście udało się wykryć chorobę na tyle wcześnie, że można było podjąć jeszcze jakieś działania
Miałam identyczną sytułacje, moja matka nigdy sie nie załamała z tgo powodu była silna, wiedziała że ma dla kogo zyc i wywalczyła swoje zycie
luba napisał/a:
i jeszcze tak mała refleksja na temat raka.. choć zabrzmi to dziwnie, to rak po prostu powszednieje... dziś rak nie wzbudza juz takich emocji, jak np 10 lat tamu... nie wynika to tylko z rozwoju medycyny i tego, że dziś rak nie jest równoznaczny ze śmiercią, ale teraz rak jest bardzo "popularną" chorobą
zgadzam się z Tobą w tym temacie
_________________ "Kocha się za nic. Nie istnieje żaden powód do miłości"- Paulo Coelho
Tak sobie siedzę i się zastanawiam, co robi pozostałe 6 cudów świata..?
Znam/znałam kilka osób chorych na raka. Mój dziadek który miał złośliwy nowotwór mózgu-przegrał, ciocia z nowotworem piersi-udało jej sie ale to i tak nic nie dało, wracając ze szpitala po odebraniu wyniku miała wypadek samochodowy-nie przeżyła, mój kuzyn miał nowotwór który zaatakował płuco-wygrał choć teraz funkcjonuje tylko na jednym. Moja przyjaciółka wciąż walczy, ma raka jajnika...
Moja ciocia, ktora traktowalam jak najlepsza przyjaciolke zginela przez ta chorobe, ktora jest rak. Miala zaledwie 19 lat... Bardzo mi jej brakowalo przez jakis czas... Ale ktos mi w wyjsc na prosta i za to tej osobie dziekuje...
mój dziadek miał raka, czuje sie dobrze, choć nie wyobrażam sobie jakby o miało go nie byc
znam też chłopca, 12 letniego... wierze że wygra tą walkę, wierzy w to, po prostu wie że musi mu się udać... pozytywne nastawienie to podobno 70% szans na wyzdrowienie
_________________ "Koszykówka jest jak religia-wiele osób ją praktykuje, ale nikt do końca jej nie rozumie"
Dołączyła: 27 Gru 2006 Posty: 72 Skąd: od mamy i taty
Wysłany: 2007-03-06, 20:51
moja prababcia i sąsiadka, która mieszkała tuż obok mnie, chorowały na raka i obie niestety nie pokonały choroby. mimo to nie traktuje raka jak jakiegoś wyroku.
_________________ Bóg stworzył człowieka, bo rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował...
Bo sama tego nie przeżyłaś na własnej skórze!
Obaj moi dziadkowie umarli na raka. Teraz umiera na to moja babcia. Rodzice mojego mężczyzny zachorowali na raka - na szczęście został szybko zidentyfikowany i uruchomiono odpowiednie działania. Niestety teraz teściowi grożą przerzuty. Dla mnie rak to jest wyrok - nie musi zabić, ale gdy zaatakuje to ZAWSZE skraca życie i wprowadza w nie lęk.
w mojej rodzinie na raka zmarły dwie bardzo bliskie mi osoby: babcia i dziadek od strony taty.
dziadek miał nowotwora mózgu bardzo grożnego. raz był operowany po 2 latach rak pojawił sie ponownie tym razem bylo gorzej i do tego nie mogli go mogli go operowac, bo nie było 75% na przetrzymanie operacji. Zmarł po dwóch latach.
Babcia miała raka, nie wiem czego bo byłam mała wiem jednak że miała przeżyty na płuca, przewód pokarmowy i wiele innych organów.
Rak to straszna choroba lecz wczsnie wykryta uleczalna. W USA wyleczono juz nawet człowieka chorego na czerniaka najgrożniejszego ze wszystkich możliwych raków.
czasem zaluje ze w te 9 lat temu nauka nie była tak rozwinięta jak teraz, choć wiem że babci by sie nei uratowało badzo puxno wykryto u niej nowotwora, zmarła po kilku miesiacach w grudniu a w wakacje u nije byłam
_________________ Wszystkie debilki lubią wampirki;););)
Ostatnio zmieniony przez Aaliyah 2007-03-07, 17:05, w całości zmieniany 1 raz
aniasvl
Dołączyła: 24 Maj 2007 Posty: 15 Skąd: BIAŁYSTOK
Wysłany: 2007-05-27, 00:06
Moja mama,ciocia i dziadek umarli na raka.nigdy nie zapomne meki umierajacej matki.sama powinnam sie przebadac-nawet juz mialam wyznaczona wizyte u genetyka.nie poszlam.strach.nie chce wiedziec,co ma byc to bedzie.
rak jest również choroba dziedziczna. Co prawda nie kazde pokolenia dotyka. U mnie w rodzinie 6 osoób zmarło na raka moja ciocia, kuzynka itp. obecnie moja babcia ma raka, jak wiem brała juz duzo chemii, i podobno troszke sie 'zmniejszył', ale niestety ma przerzuty.
jak dla mnie jest to dosc ciezka choroba, najgorsze kiedy osoba sie meczy i widoczne jest jak z kazdym dniem staje sie coraz bardziej krucha.
_________________ 'You are the light that's leading me to the place where I find peace again'
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum
Firma "Krynski NET" Michał Kryński - właściciel serwisu Znajomi.biz nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytuu odpowiedzialność karna lub cywilna.