Czy wierzycie ze istnieja miejsca,zamki badz domy w których straszy?Jak myslicie dlaczego duchy zmarłych upodobały sobie te a nie inne miejsce do straszenia?
Czy wierzycie ze istnieja miejsca,zamki badz domy w których straszy?
moze straszy to nie:P ja uwazam ze duchy sa praktycznie wszedzie... nasze oczy maja budowe, ze niewidza rzeczy niematerjalnych, a moze jakas czesc mozgo nie pozwala ich zobaczyc... gdzies kiedys czytalem ze jezeli jestes przekonany ze zobaczysz ducha, to jestes w wielkim bledzie:P zmysly reaguja na nie tylko w tedy, gdy ich kompletnie sie nie spodziewaja... umnie np to sie sprawdza i powiem, ze w duchy wierze chociaz wolal bym czasem niewierzyc...
ja uważam że to wszystko są przesądy zmiksowane z ludzką wyobraĄnia
_________________ Uprasza się grupę trzymającą władzę o nie modyfikowanie i nie usówanie moich postów ani też o niedopisywanie niczego do nich - to narusza moją wolność osobistą oraz jest ograniczaniem wolności słowa(...)
haha u mojego kumpla straszyło opowiadał mi,ze jak był młodszy miał z jakies 14-16 lat to wychodził z łazienki,zamknął drzwi i odszedł kawałek a tu zaraz klamka mu sie na du opuściła i drzwi sie otworzyły!! i tak kilka razy haha i mówił,że to działo się po śmierci kogos z jego rodziny!!
_________________ Nie pójdę do piachu.Nie dam się uśpić śmierci słowom, pójdę do grobu z podniesioną głową.
Wiek: 20 Dołączyła: 03 Lip 2006 Posty: 52 Skąd: z drugiego końca
Wysłany: 2006-07-21, 08:57
W mojej miejscowości popełniła samobójstwo pewna kobieta. Powiesiła się na strychu.... Od tego czasu w domu zaczeły dziać się dziwne rzeczy, mniejsza o to jakie ale rodzina tej kobiety była tak nekana że musieli sprowadzić ksiedza.
Od tego czasu wierzę że są miejsca gdzie błąkają się dusze. Zazwyczaj pojawiają się tam gdzie zakończyły swój żywot, lub gdzie mają niedokończone sprawy.
Teraz juz nie robię "haha" kiedy ktoś opowiada mi że w jakimś miejscu straszy. Ok nastawiam sie do tego sceptycznie ale na 100% nie jestem pewna czy to tylko wytwory ludzkiej wyobraźni.
Nie wiem czy duchy istenieją(a co to właściwie jest?), ale na pewno mogę stwierdzić że istnieją istoty nie materialne, które swoim zachowaniem/miejscem występowania starają się nas przed czymś przestrzec, lub przekazać nam pewien znak...
W sumie to zawsze dość sceptycznie podchodzę do spraw duchów, miejsc nawidzonych itp. Ale poniższa lektura mnie zaciekawiła... Miłej lektury
"Ruchome trumny - zmarli, którzy nie zaznali spokoju
Wiele tajemnic ukrywa przed ciekawskimi ludźmi nasz wszechświat. Wiele jest bardzo dziwnych i praktycznie niemożliwych do wyjaśnienia Niektóre sieja zgrozę a inne maja tragiczne skutki. Jedna z takich tajemnic które wyjaśnić jest trudno, jest dziwne zachowywanie się trumien w grobowcach. Znanych jest wiele takich przypadków a ja spróbuje niektóre z nich przedstawić. Wiadomości te zaczerpnięte są z książki Viktora Farkasa - Niewytłumaczalne Zjawiska.
W upalne popołudnie 24 sierpnia 1943 r. na wyspie Barbados grabarze pod nadzorem delegatów loży wolnomularskiej otworzyli zapieczętowany grobowiec sir Evana McGregora, pochowanego tu w 1841 r. Zleceniodawców tych robót interesował jednak nie sir Evan, ale Aleksander Irvine, założyciel loży masońskiej na wyspie Barbados. To właśnie jego doczesne szczątki spoczywały w grobowcu w towarzystwie McGregora.
Krypta była wykuta w skale i wystawała nad poziom gruntu na około 1.5 metra. Do grobowca było tylko jedno wejście po schodach prowadzących w dół. Otwór komory grobowej zamykały opieczętowane drzwi, a za nimi jeszcze broniła dostępu potężna płyta kamienna - solidność niczym w schronie przeciwatomowym.
Po otwarciu zapieczętowanych drzwi i odsunięciu na bok kamiennej ogromnej płyty grabarzom i wysłannikom zagrodziły drogę cegły piętrzące się w komorze grobowej. Było to dziwne.
Grabarze zabrali się do uprzątania przejścia Spod stosu cegieł, zmniejszającego się powoli, wyłonił się przedmiot z metalu. Początkowo nikt nie wiedział, co to może być, jednak po uprzątnięciu cegieł okazało się, ze jest to ołowiana trumna. Stała pionowo do góry nogami, oparta o stos cegieł zagradzający wejście.
Grabarze ostrożnie wyjęli z pod niej cegły aby ponownie mogła spocząć poziomo na ziemi. Delegacja masońska była zdumiona: W jaki sposób ważąca 600 funtów trumna McGregora mogła się tutaj znaleźć, skoro jej miejsce było wykute w niszy w przeciwległej ścianie? Krypta była zamknięta, a pieczęcie nie naruszone. I skąd się wzięły trzy małe dziurki w samej trumnie?
To były jeszcze proste pytania, jak się zaraz miało okazać. Trumny z doczesnymi szczątkami słynnego masona Aleksandra Irvine'a w ogóle tam nie było! Delegaci postanowili powiadomić władze, te zaś wezwały na pomoc ekspertów. Zaczęło się szczegółowe dochodzenie, które odsłoniło w rezultacie jeszcze więcej zagadek.
Obaj, Alexander Irvine i Evan McGregor, byli pochowani w tym grobowcu, w ciężkich trumnach metalowych, obitych ołowianą blachą. Trumny te stały obok siebie w oddzielnych wnękach w ścianie. Nie było co do tego żadnych wątpliwości. Trzeba było również wykluczyć działalność cmentarnych złodziei, głupie żarty, wybryki fanatyków albo szaleńców. Przyczyną dziwnego zdarzenia nie mogli być ludzie, nie mogły także tego dokonać znane zdarzenia naturalne. Ktokolwiek był odpowiedzialny za to, co się stało w krypcie, musiałby albo wejść bez naruszania pieczęci, albo je później z powrotem założyć. Nie było także drobnostką ruszenie potężnych kamiennych płyt.
Na tym nie kończy działalność zwyczajna. Wyniesienie jednej trumny z grobowca, wymagające wcześniej ciężkich zabiegów polegających na postawieniu drugiej trumny pionowo i oparciu jej o wejście uprzednio zagrodzone murem z cegieł, było zadaniem nie do wykonania. Władze śledcze musiały się z tym pogodzić. Tak więc sprawa ta została zagadką.
Co dzieje się w grobowcu na wyspie Barbados?
Kłopotliwe pytania cisną się na usta: czy na maleńkim skrawku ziemi o nazwie Barbados manifestują się zagadkowe siły, jedyne w swoim rodzaju? A jeśli tak, to jakie są to siły? A może to po prostu sprawił tylko przypadek, ze na wyspie Barbados aż dwukrotnie wystąpiło zjawisko, które zdrowy rozsądek z trudem akceptuje. Jedna niejasność rodzi następną. Zanim poczucie absurdu ostatecznie weźmie nad nami górę, przyjrzyjmy się zdarzeniu wcześniejszemu. Tak właśnie - dziennikarze przypomnieli sobie, że to nie pierwszy przypadek w grobowcu na wyspie Barbados. Przy pewnej dozie wyobraźni można by porównać odizolowaną od świata wyspę Barbados do wielkiego laboratorium. Zachodzą tam procesy, które, choć niezrozumiale powodują realne efekty, występujące także gdzie indziej. Zdarzenie to o którym będzie teraz mowa znane jest z historii wyspy Barbados jako "niespokojny grób" albo "wędrujące trumny rodziny Chase". Nawet w legendach ludowych z Indii zachodnich napotykamy wzmianki o pełzających trumnach; legendy te wzięły początek właśnie na Barbados.
Cofnijmy się teraz myślą do początku ubiegłego wieku. Nad zatoka Oistins, na południowym wybrzeżu wyspy Barbados wznosi się cmentarz Christ Church. Grobowiec rodziny Chase również mógłby się równać z prywatnym bunkrem atomowym (jakie już dziś miewają w swoich ogródkach niektórzy z naszych współczesnych, żywiący przedziwne pragnienie przetrwania kilku miesięcy dłużej na zgliszczach skażonych promieniowaniem). Zbudowany z wielkich scementowanych bloków rafy koralowej, o wymiarach cztery na dwa metry, był do polowy zagłębiony w ziemi. Marmurowa płyta ważąca tonę stanowiła solidne zamknięcie.
31 lipca 1807 roku znalazła się tu pierwsza trumna, jednak nie było to dla nieboszczyka miejsce spoczynku. W trumnie spoczywały zwłoki pani Thomasiny Goddard. Pochówek miał zupełnie zwykły przebieg i nic nie zapowiadało nadzwyczajnych wydarzeń. Wkrótce potem, dokładnie 22 lutego 1808 roku w krypcie umieszczono druga trumnę. Była znacznie mniejsza gdyż leżały w niej zwłoki dziecka Mary Anny Marii Chase, wnuczki pani Goddard. I tym razem wszystko odbyło się jak zazwyczaj. Kiedy więc 6 lipca 1812 roku otwarto kryptę w celu pochowania w niej starszej siostry Mary Anny, Dorcas Chase, żałobnicy i grabarze stanęli jak rażeni piorunem na widok tego, co w niej ujrzeli: mniejsza trumna leżała w jednym kącie, a trumna pani Goddard była oparta o ścianę. Wyglądało to tak, jakby jakiś olbrzym dla psoty ruszył trumny z miejsca albo odsunął na bok bez należytego respektu. O sile sprawcy świadczyło to, ze trumny były obite ołowianą blachą i takie zadanie nie należało do łatwych. Ponieważ trudno było ustalić co zaszło, w milczącym porozumieniu ustawiono trumny na swoje miejsca i postawiono obok nich nowa trumnę, następnie zamknięto komorę grobowca. Zaczęto snuć rozważania iż sprawcami są murzyńscy niewolnicy którzy byli traktowani przez swego pana Thomasa Chase gorzej niż zwierzęta, a tak samo traktował swoja rodzinę (to on córce Dorcas życie zmienił w piekło, co popchnęło ją do samobójstwa). Jakiś czas potem, jak się wydawało, problem sam się rozwiązał: Thomas Chase umarł i 9 sierpnia 1812 r. został pochowany w tymże grobowcu. Wszystko znowu było w porządku a o sensacji zaczynano zapominać.
Aż nadszedł dzień 25 września 1816 r., kiedy znowu wszystko odżyło. Tego dnia miał się odbyć pogrzeb dziecka Samuela Brewstera Amesa. Otworzono w tym celu grobowiec, zastając tam znowu znany nam już nieład. Tym razem nikt nie miał wątpliwości: to mogli zrobić tylko Murzyni! Ale czy naprawdę ono mogli by to zrobić i to w sposób taki, aby nikt tego nie zauważył? Ponadto Murzyni zabobonnie bali się zmarłych. Wszystko to jednak było bez znaczenia. Przed grobowcem wystawiono straże, co pozwalało sądzić że położy to kres wszelkim profanacjom.
17 listopada tego samego roku znowu odbył się pogrzeb. Tym razem miano pochować dorosłego nazwiskiem Samuela Brewstera przeniesionego do grobowca rodziny Chase z pierwotnego miejsca spoczynku na cmentarzu św. Filipa. Ceremonia pogrzebowa przypominała ludowy festyn. Zgromadził się tłum ludzi, przyjmowano zakłady; kto stawiał na powtórzenie się dziwnych zjawisk, ten wygrał: w grobowcu panował chaos. Musiały działać tam tak gwałtowne siły że trumna pani Goddard, która jako pierwsza "mieszkanka" grobowca była na nie najdłużej narażona, została rozbita na kawałki. Tak dalej być nie mogło - zabrano się do badania grobowca. Zbadano centymetr po centymetrze i niczego nie stwierdzono: ściany, podłoga, sufit, płyta zamykająca wejście, wszystko było w nienagannym stanie, nawet mysz nie mogła by się prześlizgnąć. Choć wyniki badań nie skłaniały do optymizmu, poukładano trumny na swoje miejsca oraz pozbierano szczątki pani Goddard i porozwalane kawałki trumny. Na trzy lata zapanował spokój.
17 lipca 1819 r. w rodzinnym grobowcu, który zasłynął już na całym świecie miała zostać pochowana Thomasina Clarke. Ceremonia ta w świetle poprzednich wydarzeń wzbudziła międzynarodowe zainteresowanie. Przy otwarciu grobowca obecni byli, oprócz setek ciekawskich, brytyjski gubernator Barbados, wicehrabia lord Combermere, i dwóch innych urzędników rządowych. Murarze odkuli marmurową płytę zamykająca wejście i niewolnicy odsunęli ją na bok. Kiedy wnętrze grobowca stanęło otworem przez tłum gapiów przeszedł okrzyk a potem zaległa cisza. Grobowiec znowu nawiedziła niewytłumaczalna siła - żadna z trumien nie znajdowała się na swoim miejscu. Znowu poddano grobowiec badaniu ale nic nie stwierdzono. I znowu poukładano wszystkie trumny na swoich miejscach, ale tym razem podłogę posypano grubą warstwą piasku. Kryptę zamknięto, a lord Combermere osobiście ja zapieczętował. Przed wejściem postawiono wartownika. Jak się jednak okazało niespełna rok później, wszystko to nie wystarczyło, by zapobiec zagadkowym zdarzeniom.
18 kwietnia 1820 roku ponownie otwarto grobowiec, mimo, że nie planowano pogrzebu. Stało się to jednak niezbędne pod naciskiem opinii publicznej. Znów przybyli wyżsi urzędnicy wraz z Lordem Combermere, a gromada murzynów z trwogą otwierała grobowiec. Pieczecie znaleziono w nienaruszonym stanie, więc nikt nie mógł dostać się do środka. W czasie odsuwania na bok wielkiej płyty zamykającej wejście dał się słyszeć przejmujący zgrzytliwy odgłos. Odgłos ten brał się stad, że jedna z większych trumien opierała się o wejście i trzeba było ja odsunąć. To był dopiero początek. Wszystkie trumny leżały dookoła w zupełnym nieładzie. Wyglądało to tak, jakby mała trumna dziecka Mary Anny Chase została z ogromną silą rzucona o tylnia ścianę krypty i przy tej okazji odłupała wielki kawał kamiennej ściany. Na grubej warstwie piasku nie było żadnych innych śladów, oprócz tych które pozostawiły poruszone trumny. Po kolejnym śledztwie, które nic nie przyniosło, gubernator zatwierdził rozwiązanie praktyczne, które pozwoliło nareszcie zaprowadzić spokój. Trumny przeniesiono do innej krypty, gdzie do dziś spoczywają nieruchome. Grobowiec rodziny Chase pozostawiono otwarty i pusty. Można go zwiedzać, jeszcze do dziś, jest mocny i nienaruszony jak dawniej.
I tak oto przedstawia się zagadka grobowca rodziny Chase. Następnym razem przedstawię tezy i teorie jakie krążą wśród naukowców dotyczące zagadki na wyspie Barbados, a także opiszę inne przypadki niespokojnych zmarłych; min. makabryczne przedstawienie w miasteczku Arensburg.
Zagadka zmarłych z Barbados nie doczekała się dotąd wytłumaczenia, mimo iż było wiele takich prób do końca nie wiadomo jak to się dzieje. Powstało wiele publikacji na ten temat, wśród nich pochodzący spod pióra naocznego świadka Thomasa H. Ordersona. Żadna teoria nie mogła udzielić zadowalającej odpowiedzi. Pomysły o wdarciu się wody, o aktywności sejsmicznej i działaniu innych sił naturalnych trzeba było odrzucić. Podobnie nie wchodziły w rachubę cmentarni wandale. Jedynie Eric Frank Russel w swojej książce "Great World Mysteries" przedstawia teorię, w której przynajmniej pewien element kryje w sobie jakiś aspekt przyrodniczy, nie dający się od razu obalić. Autor ten zauważył, analizując rysunki przedstawiające rysunki trumien przed i po ich wędrówce, że opisywały one ruch obrotowy albo spiralny. Jaka jednak siła była by zdolna do ułożenia ołowianych trumien, podobnie jak układają się opiłki żelaza zgodnie z liniami sił pola magnetycznego. Jak dotychczas jednak nikt nie wysunął bardziej przekonywującej hipotezy.
Rozejrzyjmy się teraz w przestrzeni i czasie za innymi przejawami działania tej niesamowitej i dziwnej siły.
Zapowiedzią niesamowitych zdarzeń było dziwne zachowywanie się koni osób odwiedzających miejscowy cmentarz. Niektóre z nich bez przyczyny stawały dęba inne traciły przytomność. Działo się to w 1844 roku w miasteczku Arensburg położone na bałtyckiej wyspie Oesel w pobliżu grobowca rodziny Buxhoewden. Kiedy pewnego razu mszę żałobną odprawianą w kaplicy rodzinnej zakłóciły niepokojące dźwięki dobiegające z pobliskiego grobowca, kilku członków rodziny Buxhoewden poszło zobaczyć, co się tam dzieje. Znaleźli trumny porozrzucane w wielkim nieładzie. Natychmiast zaczęły się szerzyć pogłoski o wampirach, wilkołakach i czarownicach. Wdrożono oficjalne śledztwo w tej sprawie. Na początek obejrzano kryptę, poukładano trumny, i zapieczętowano wejście do niej. Po ponownym otwarciu, trumny znów były porozrzucane w nieładzie. Komisja śledcza powołana na bałtyckiej wyspie podjęła bardziej radykalne kroki, od środków podjętych na Barbados i kazała rozkopać podłoże krypty w celu znalezienia tajnych przejść. Niczego jednak nie znaleziono. Kolejne działania jakie podjęto, były podobne jak na Barbados i przyniosły również podobne rezultaty. Ponownie uporządkowano trumny, wysypano podłogę wprawdzie nie piaskiem ale popiołem, zamknięto i zapieczętowano. Po upływie trzech dni komisja śledcza kazała otworzyć grobowiec, aby się przekonać o skuteczności podjętych działań. Żadna z pieczęci nie była uszkodzona, a na warstwie popiołu nie znaleziono żadnych śladów a mimo to wśród trumien panował chaos. Niektóre trumny stały pionowo do góry nogami, inne leżały porozrzucane. Jedna z trumien musiała upaść z takim impetem, że pękła i wystawało z niej ramię szkieletu. Bałtowie nie mieli takiej cierpliwości jak mieszkańcy Barbados, którzy zmagali się z nawiedzonym miejscem ponad osiem lat. Wystarczyły im trzy dni nie licząc działań wstępnych. Komitet miasta Arensburg i rodzina Buxhoewden wspólnie postanowili przenieść trumny w inne miejsce.
Po tym zabiegu także i tu powrócił spokój.
W tym miejscu urywa się w dziejach trop trumien, które nie zaznały spokoju. Może być tak z wielu powodów. Może ta siła w naszej epoce już nie manifestuje, ponieważ zakłóca ją na przykład ogromne spektrum wytwarzanych obecnie fal elektromagnetycznych. Prawdopodobnie sprawa ma zupełnie inne jeszcze wytłumaczenie, którego nie znamy.
_________________ I'm Lord of all darkness... I'm Queen of the night...
Gdy dziadek mojej koleżanki umarł to nawiedzał ich przez jakiś czas, bo za życia mieszkał razem z nimi. Ale nie pokazywał się jako duch, to znaczy nikt go nie widział tylko jak jakieś przedmioty same się poruszały to było wiadome, że to on. Pewnej nocy wypuścił im konie ze stajni i potem już ich nie nawiedzał. Osobiście wierzę w duchy
Wiek: 19 Dołączył: 23 Sty 2006 Posty: 1377 Skąd: Serbia
Wysłany: 2006-08-04, 15:48
Skype: Budapesti Közlekedési Részvénytársaság
Tibby napisał/a:
Gdy dziadek mojej koleżanki umarł to nawiedzał ich przez jakiś czas, bo za życia mieszkał razem z nimi. Ale nie pokazywał się jako duch, to znaczy nikt go nie widział tylko jak jakieś przedmioty same się poruszały to było wiadome, że to on. Pewnej nocy wypuścił im konie ze stajni i potem już ich nie nawiedzał.
To raczej nie był duch dziadka ale przholowanie halucynków.
wampirzyca:) napisał/a:
Czy wierzycie ze istnieja miejsca,zamki badz domy w których straszy?
Ja nie wierzę.Te wszystkie zjawiska na pewno da się jakoś logicznie wyjaśnić.
Cytat:
ja tez wierze
Może coś więcej?? Czyżby nabijactwo??
_________________ MĄDREMU WYSTARCZY JEDNO SŁOWO - GŁUPIEMU NAWET REFERATU MAŁO Koreańczyków jest dwóchale nie są braćmimimo że obaj jedzą gruszki Nie zawsze trzeba wsłuchiwać się w głos europejskich stolic, tańczyć pod muzykę z Berlina - Vytautas Landsbergis
[Sähköinen sensuuri 19-06-2008]
Ostatnio zmieniony przez Códak 2006-08-04, 15:50, w całości zmieniany 2 razy
Heh, na ten temat też parę teorii krąży Jedna mówi, że duchy pojawiają się tam , gdzie zakończyły swój żywot. Naukowcy w Walii udowodnili, że na obszarze tego kraju nawiedzone miejsca znajdują sie tam, gdzie powstają trzęsienia ziemi. Ma to związek z oddziaływaniem elektromagnetycznym. Niektórzy sądzą , że to właśnie to oddziaływanie pozwala ludziom zobaczyć duchy, a gdzie indziej też one są, tylko że ich nie widzimy. Na to wychodzi, że nawet nasz dom może być nawiedzonym miejscem
_________________ Granicy serca nie przekroczysz bez paszportu wzajemności...
Wysłany: 2006-09-01, 10:43 z Zycia wzięte Skype: magda.666
Ja mam inny przykład z własnego życia
Wszystko zaczeło sie jeszcze w podstawówce. Była wtedy Sroda i byłam już spuzniona. szłam szybko ale mimo tego nie poszłam na sktóty. Sama nie wiem czemu. Gdy wychodziłam na prostą tuż przed pasami cos mi zaskrzypiało. Odruchowo sie zatrzymałam i w tym momęcie zerwały sie kable. Byłam tak blisko ze systarczyło wyciągnąć ręke, nieco blizej a bym tego postu nie napisała. Zapomniałam o tym ( przynajmniej do tego nie wracałam ). z miesiąc puzniej wracajac ta samą drgą do szkoły gapiłam sie bezcelowo na jakąs osobe zprzedemną. usłyszałam wyraznie ż ektos mnie woła. Odwruciłam głowe ale nikogo oprucz mnie i przejerzcdzających aut nie widziałam. Byłam wtedy już na górce. Odwruciłam spowrotem głowe i ze zdumieniem stwierdziłam ze tej osoby nie ma. Widok był ładny nawet do kilometra w dół. Ani śladu po tej osobie.. Podeszłam do miejsca gdzie mi znikneła. Zadnego zejscia, bocznej drogi nic o prostu znikneła. Nastepnego dnia potknełam sie o jakiś przedmiot. Nie wiem co to było. kształtem przypominało kamien, le wyglądem szkło. w srodku było przezroczysto-białe. Przez jakis czas był spokój. Potem także wracajac samej tuż przy skrecie na wczesniej wspomniane skróty zobaczyłam starszą postać meżczyzny. Ubrany był w jeans jakąś ciemną kurtke tyle przynajmniej pamiętam.Stanełam jak wryta. Podeszła do mnie wyciągneła ręke i... rozpłyneła sie w powietrzu.
Tego nie zapomniałam ale minoł czas i przestałam tam chodzić gdyz zmieniłam szkołe. Sporadycznie sie tam wybierałam, ale jak mówią czas leczy rany toteż powoli zapomniałam co sie wydarzyło. Do czasu.
tak sie jakoś złożyło że zaczełam powracać wspomnieniami do tych wydarzen i coraz bardziej mnei gnębiły. myslałam ze zwariowałam bo widywałam te postac na własnym podwurzu raz nawet przy któreś z klatek schodowych. Zaczeło mnei to gnębić i nei dawało mi to spokoju. W koncu poszłam do tego miejsca i zaczełam sie zastanawiać. Pogadałam z ludzmi jednak nic nic nigdy nie widział. Zaczełam wychodzic na idiotke wiec zrezygnowałam z tego dochodzenia. Nic praktycznie sie nei dowiedziałam wiec nadal ten duch chodzi za mną. Wiem co wypadało by zrobic ale wacham sie. Przywoływac go nie mam zamiaru bo egzorcyzmy to nie przelewki.Ktoś mi mówił by isć do księdz ale tak naprawde trudno powiedzieć co robić skoro oprycz kilku kontaktów nic sie o nim nie wie
jesli chodzi o to miejsce o którym mówiłam. To zwykła ulica biegnąca przez pół miasta. Nie ma tam nic szczególnego. Pasy, domki gdzieniegdzie przecinające u góry ulice kable. Tuż przy bocznej drodze iegnącej do koscioła
Co do duchów. Prawdopodobnie nei wiedzą ze umarły i nadal błąkają se po ziemi. Pomuc można im porzez modlitwe, ewentualnie wezwanie egzorcysty.
Jesli chodzi o ich metarializacje. Czesto zdarza sie ze złyszy sie tylko głosy, ewentualnie czuje chłod, czasem smród ( ale sporadycznie ). Na seansach spirytycznych używa sie do komunikacji ewentualnie do merarilizacji medium. Do tej czynnosci potrzebują energi wiec pobierają ją od żywej osoby.
_________________ "Boze chroN mnie przed przyjacłómi bo z wrogami sobie poradze....."
jest u mnie w mieście taki dom na pewnym osiedlu w którym straszy. Powiesiła sie w nim jego włascicielka. Dom jest nie wykonczony do konca ale wygląda cudnie. No i jest w tej części gdzie mieszka elita mojego miasta. Nikt nie chce go kupic.
I jeszcze jest dom na moim osiedlu i ja z kolezanką i jej bratem jak bylismy mali chodzilismy tam i myślelismy ze tam straszy. A teraz ktos tam mieszka heh
_________________ All good things come to an end...
;]
Wiek: 20 Dołączył: 06 Sie 2006 Posty: 1138 Skąd: Gliwice
Wysłany: 2006-09-09, 20:10
Skype: robber-lor
jasne straszy mhm bajki opowiadacie ja kocham opuszczone stare cmentarze jakich mam troszke w okolicy jest nan nich pieknie sciezek nie widac spod zarosli poprostu klimat ... a co do miejsc gdzie ktos sie powiesil to pewien sklep jaki kupil kumpla ojciec za wyjatkowo niska cene podobno miejsce jest nawedzone ale jakos w to nie wierze a bylem tam sporo razy
_________________ Nie zażywajcie narkotyków, nie uprawiajce seksu bez zabezpieczenia, nie używajcie przemocy. Zostawcie to mnie!!
Dołączyła: 28 Gru 2006 Posty: 384 Skąd: Polski Paryż
Wysłany: 2007-01-21, 20:51
Jak byłam mała, mieszkałam razem z dziadkami w kamienicy, w której coś straszyło. Mojego tate coś dusiło przez sen, w nocy było słychać kroki, a mój brat (miał wtedy 2 latka) strasznie się czegoś przestraszył, zaczął przeraźliwie płakać, pokazywać pewne miejsce i krzyczeć: "tam siedzi mała bozia, ona jest zła, boje sie jej"
_________________ (\_/)
(O.o)
('') ('') This is Bunny. Copy Bunny into your signature to help him on his way to world domination.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum
Firma "Krynski NET" Michał Kryński - właściciel serwisu Znajomi.biz nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytuu odpowiedzialność karna lub cywilna.