Trudno jest mówić, że wszystkie rozstania są takie, a takie. Wiele jest podobnych, ale zawsze są pewne róznice, w końcu każdy ze związków jest nieco inny i stąd będzie wypływał dysonans...
Zostańmy przyjaciółmi to rzeczywiście jeden z najczestrzych i najgłupszych chyba tekstów jakimi mozna zakończyć związek... Jednak jest w tym pewna pokrecona logika. ludzie czaem dochodzą do wniosku, że nie chcą być ze soba, ale za duzo ich łączy, żeby rozstać się ze soba definitywnie. Po prostu cześć ich związku umiera, a to rodzi frustracje, wiec po co się męczyć? lepiej się rozstać.... A przyjaźń jest możliwa w tym przypadku, jeśli tylko obie strony będą pamiętać, przynajmniej w początkowej fazie, że moga się zranić.
Przyjaźń po zerwaniu związku jest możliwa, to nie ogólnik - subiektywna opinia wynikająca z doświadczenia.
_________________ "Jakkolwiek bym się nie starał, nie potrafię już znaleźć się z powrotem w swojej dawnej kopercie czy choćby rozsiąść się wygodnie w swoim starym "ja"; zbyt wielki tam nieporządek; meble poprzestawiano, żarówka się przepaliła, strzępy przeszłości walają się po podłodze."
Zostałam obdarowana tym tekstem na zakończenie związku.
Nie wiem w jakim celu ponieważ szanowny Pan M. nawet mi cześć nie mówił, to co tu gadać o jakiejkolwiek przyjaźni.
Zeby zrywajacemu bylo lzej, latwiej i zeby nie czul sie tak podle.. to zazwyczaj sa powody czestowania takimi tekstami, i zazwyczaj tez swiadczy o niedojrzalosci - szczegolnie gdy potem guzik jest chocby ze znajomosci a co dopiero przyjazni. Z wygodnictwa tez w jakims stopniu bo znam i takie przypadki gdy zrywajacy byl potem psem ogrodnika.. nie chcial trwac w zwiazku ale byl zazdrosny i zaborczy..
_________________ Dobrą stroną upadania jest to, że dajemy naszym przyjaciołom szanse by nas podtrzymali
Dla mnie jest to bardzo ciężka sytuacja, po obu stronach. Jakiś czas temu zrywałam z facetem i było to dla mnie straszne, dwa tygodnie nie mogłam się zebrać w sobie, by z nim porozmawiać, długo po zerwaniu miałam straszne wyrzuty sumienia, bo to dobry, miły facet. Niedawno też zerwał ze mną inny chłopak, na którym bardzo mi zależało, był on wcześniej moim dobrym przyjacielem. On twierdzi, że powinniśmy zostać przyjaciółmi, bo przecież nie ma powodu, bym miała do niego pretensje i że powinniśmy zachowywać się, jak przedtem, ale tak całkiem się nie da, bo to by znaczyło, że tamten związek był niczym i w ogóle się nie liczył. Sądzę, że trudno potem się tak całkiem normalnie zachowywać i przyjaźnić, bo to, co było wcześniej ma znaczenie. Faceci w ogóle często mnie zaskakują, bo ja usłyszałam w chwili zrywania, że on myslał, iż ja zareaguję bardziej przyjaźnie- mimo że ja zachowałam spokój, bo jedyne, co mi zostało, to zachować twarz. Studiujemy razem i teraz nie wiem do końca, jak mam się zachowywać, bo to tak trochę głupio, a ja mam żal do niego- nawet nie za zerwanie, ale za to, iż z góry założył, że będzie źle i że ja się potulnie i przyjaźnie odniosę do tego, co on zrobi, bo przecież "myslę, że nie stało się nic"
_________________ "Ze wszystkich smutnych słów słowa <a mogło być>, są najsmutniejsze"
Dziękuję Ci bardzo za miłe słowa... Wkurza mnie to, bo akurat naprawdę go szanowałam, gdyż jest on inteligentny, oczytany (a rzadko to się niestety zdarza). Niestety zawiodłam się na nim, ale nie po raz pierwszy ani ostatni w życiu...
_________________ "Ze wszystkich smutnych słów słowa <a mogło być>, są najsmutniejsze"
Ja raz zerwalam i raz ktoś ze mną zerwał. Jak zerwał to nie bardzo bolało (może ukłucie w sercu, bo po prostu ze mni ezrezygnował i nic do mnie nie czuł) bo to było kruche i bez przyszłości. I bark w tym miłości. Jak ja zerwałam to bolało dużo bardziej, ale tylko dlatego, że żałowałam, że tak daleko w to zabrnęłam, a nigdy go nie kochałam. Było mi go szkoda, bo on mnie naprawdę kochał a ja idiotka dawałam mu jakieś nadzieje (sobie zresztą też), że to może przetrwac i trwać nadal i wciąż. Czułam się jak osttania świnia, że tak go zraniłam zamiast odrazu powiedzieć "nie" na samym początku, zanim to sie jeszcze zaczęło. I głównie dlatego było mi trudno. W pewnym sensie jednak poczułam ulge na maxa i to pomogło mi się dość szybko otrząsnąć. Bo za pół roku rozpoczęłam wspaniały związek z facetem, którego kocham nad życie do dziś .. i długo będę.
ja mam takowy problem ,uwielbiam początki,falę pierwszego uczucia,zakochania czy zaurocznia jak zwał tak zwał,dopóki nie ma problemów,fochów i tych wszystkich brudnych rzeczy..
ze zrywaniem sobie nie radze,bo ciagne zwiazek do granic mozliwosci,
jestem teraz ze wspanialym facetem ( moj 3 zwiazek )
i kiedy zaczyna sie psuc chce uciekac,ale 3mam sie mocno mocniutko
ale wczesniej tak nie bylo
po prostu odchodzilam
a ze do tej drugiej strony to nie docieralo to juz inna historia
i podobno chlopak teraz walczy jak niwiadomo co chyba mu sie nie dziwie
Biorąc pod uwagę dzisiejsze czasy, należałoby więc chyba pogratulować tym, którzy tak naprawdę mają jeszcze odwagę, a co najważniejsze chęci, żeby walczyć..Albo żyję w jakimś zupełnie odrębnym świecie, albo rzeczywiście nie ma już wokół mnie osób, którym tak naprawde zależałoby na ratowaniu związku..- i staraliby się z całych sił.. Kwestia wielkości uczuć? Czy może wyjścia z założenia, że skoro raz nie wyszło, drugi raz też się nie powiedzie?
Wiesz, ja na przykład niezbyt wierzę w odgrzewaną zupę, która nigdy nie jest już taka jak poprzednio... Co innego walczyć o związek, który jeszcze istnieje, ale jakiś czas po rozstaniu to już chyba rzadko naprawdę się udaje. Często podczas rozstania padają bardzo przykre słowa, o których trudno jest potem zapomnieć. Ja bym już nie chciała wrócić do faceta, który ostatnio ze mną zerwał, rozczarowałam się nim; okazało się, że jednak zbyt go wyidealizowałam, nie dostrzegałam tej bezczelności... Ale teraz mam inny problem- chłopak, z którym zerwałam 2 miesiące temu ostatnio trochę przegina. Codziennie puszcza mi sygnały (to nic), był u mnie niedawno, siedział 2,5 godziny, nie chciał wyjść, przyniósł mi różę, musiałam z nim tańczyć (bo nie przyjmował odmowy). W dodatku chce, bym z nim pszła na wesele (tylko jako osoba towarzysząca). Nie daję mu zadnej nadziei, ale on się zachowuje, jakby jednak ją miał, a ja nie umiem być chamska i brutalna, bo mam wyrzuty sumienia. Wiem, że muszę to załatwić, ale nie wiem, co mam jeszcze zrobić, by dał spokój, bo jest mi naprawdę głupio...
_________________ "Ze wszystkich smutnych słów słowa <a mogło być>, są najsmutniejsze"
Wiek: 17 Dołączyła: 03 Maj 2007 Posty: 32 Skąd: brac na wino???
Wysłany: 2007-05-03, 20:37
Hhaha...ale temacik. Ja miałam tak:ponad 4 miesiące byłam z Nim, zostawił mnie, ok. Potem jakoś po miesiącu sie spotkalismy, i dziwnym trafem było tak jakby nic sie nie stało...pocałunki itd, nawte do mnie do domu przylazł, jak kiedyś. A potem powiedział że nie chce dziw\ewczyny. Tydzień później sie dowiedziałam ze ma jakąś^^Ok. Poryczałam pomazgaiłam trochę sobie jak wczesniej, ale doszłam do siebie do końca. Natępnie...przed świetami dowiedziałm się , zę"on nie może przestac mnie kochac"...sratatata. Spotkałam się z nim parę razy, kochałam się z Nim, bez żadnych emocji w sumie wyższych z tym związanych. POtem mnie dupnął fakt, ze...Go też dalej kocham. A ze nie było już szans na nic, to postanowiłam zakonczyc do konca kontakt z delikwentem. A tu włąsnie sie ostatnio dowiaduje że obrabia mi na prawo i lewo dupsko i w twarz boi mi sie cokolwiek poweidziec.
To w skrócie, wilekim.
Najlepiej to zakonczyc. Jak koniec to koniec.
Madry Polak po szkodzie^^
_________________ "...hold on, I'm falling
can't breathe anymore(...)
these scars need to heal over(...)
can't breathe.. breathe..
colder and colder..
just hold onto me..."
oj to się Dzikaaa nie popisałaś rozumem... Tak się dać owinąć facetowi... jak się zrywa (nie wazne w która strone) to trzeba pamietac o zachowaniu dystansu, bo w koncu z jakiegos powodu zerwal. A nie lezc z nim do lozka bo on sie zachowuje jakby nic sie nie stalo... Ale coz... milosc zaslepia czasem...
Wiek: 17 Dołączyła: 03 Maj 2007 Posty: 32 Skąd: brac na wino???
Wysłany: 2007-05-04, 08:46
Aj no co do tego rozumu to akurat wiem, popisałam się^^
Tyle, ze no właśnie...
Cytat:
milosc zaslepia czasem...
...
_________________ "...hold on, I'm falling
can't breathe anymore(...)
these scars need to heal over(...)
can't breathe.. breathe..
colder and colder..
just hold onto me..."
kiedyś zerwał ze mną chlopak cierpialam jakieś 1,5 roku tzn. caly czas wydawało mi sie ze go kocham naprawde miłość potrafi być ślepa bo jak teraz na niego patrze to sama nie wiem co w nim widziałam...ja na Twoim miejscu bym sie cieszyla co do tej przyjaźni może po myśli i wróci:?:
_________________ "W ŻYCIU MOŻNA LICZYĆ TYLKO NA SIEBIE. A I TEGO NIE RADZE"
sadze ze po rozstaniu lepiej sie nie spotykac jakis czas, tylko w gronie znajomych, po pozadnym kawale czasu. to dobra recepta zeby nie powturzyc milosnego bledu...
Ostatnio zmieniony przez Kinder116 2007-06-04, 20:02, w całości zmieniany 1 raz
Wiek: 58 Dołączyła: 01 Maj 2007 Posty: 823 Skąd: ciemna dolina
Wysłany: 2007-06-06, 18:03
Po rozstaniu zabieram swoje zabawki i tyle mnie widzano. Zadnych spotkań, telefonów, wspólnych znajomych. Jest to dla mnie zwykle zamknięty rozdział życia.
_________________ "Wojna polega na wprowadzaniu w błąd. Jeśli możesz udawaj, że nie możesz; jeśli dasz znać, ze chcesz wykonać jakiś ruch, nie wykonuj go; jeśli jesteś blisko, udawaj, żeś daleko; jeśli wróg jest łasy na małe korzyści, zwabiaj go; jeśli w jego szeregach dostrzegasz zamieszanie, uderzaj; jeśli jego pozycja jest stabilna, umocnij i swoją; jeśli jest silny, unikaj go; jeśli jest cholerykiem, rozwścieczaj go; " Sun Tzu
a co to może oznaczać jak chłopak, z którym spotykałam sie ponad miesiąc nagle przestaje sie odzywać, nie ma go na gg nie odpowiada na esa z pytaniem co się dzieje że się nie odzywa
a ostatni raz jak sie widzieliśmy było normalnie bardzo miło fajnie i widać było że mu zależy
no a od nastepnego dnia do teraz jest cisza a zerwać by mógł przecież to nie jest żaden problem tylko nie wiem jaki by miał powód oprócz takiego że mu się znudziło no ale to by raczej pokazywał na ostatnim spotkaniu
sama już nie wiem o co chodzi, albo kręci z inną (ale wtedy by mógł zerwać, albo nie chce żeby była to jego wina), albo nie wiem... chce odpocząć, ale wydaje mi się że na tym zwiazek nie polega i dziewczyna oczekuje czegoś innego...
no tak od tygodnia no pracuje ale też wczesniej miał czas żeby chociaż esa z netu napisac jak nic na koncie nie miał
no nie wiem dziewczyna potrzebuje żeby sie o nią ciągle starać i chociaż esa wysłać to już by znaczyło że się interesuje a w takiej sytuacji to chyba już mu nie zależy...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum
Firma "Krynski NET" Michał Kryński - właściciel serwisu Znajomi.biz nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytuu odpowiedzialność karna lub cywilna.