Ja po rozstaniu z jednym ze swoich eks przyjaźnię się do dziś. Znamy się jakieś 5-6 lat, byliśmy ze sobą jakieś 4 lata temu przez krótko - bo pół roku.
Wszystko zależy od charakteru.. chociaż często.. uczucia przeszkadzają..
Erill napisał/a:
Czloiwke mi pokazal kim jest.. ze dwa lata udawal a ja sie naiwnaie naralam. Okazal sie chamem, prawie doprowadzil moja matke do zawalu wydzwaniajac od niej i obrazajac ze to Ona mnie namowila do roztsnia - zdalam sobie sprawe, ze facet sadzil, ze nie mam mozgu najwidoczniej - przy okazji starajac sie na wszelkie sposoby zdyskredytowc mnie w oczach zanjomych.. Nie wiem jakie hostorie o mnie krazyly dokladnie, wiem ze nie orzyjemne... nie komentowalam nic..
A przez dwa lata był wymarzonym partnerem idealnym co nie?
Erill napisał/a:
Czasem sie popraostu nie trafia na wlasciwego czlowieka, bo on dobrze udaje...
I w jednej chwili znika otoczka... super partnera, i dziwimy się.. "Wooohooołł, kto to w ogole jest?"
Erill napisał/a:
Bo rozstalam sie z innym pol roku temu i do tej pory mamy bardzo dory kontakt, jego mama ciagle wysyla mi pozdrowienia, gadamy ze soba na luzie i nawt moge mu sie poskarazyc jak mi w zyciu zle a On mi stara sie pomagac...
Jak widać, porządny człowiek on..
_________________ Can't stop the spirits when they need you
This life is more than just a read thru...
Ostatnio zmieniony przez Seavus 2007-01-02, 15:09, w całości zmieniany 1 raz
A przez dwa lata był wymarzonym partnerem idealnym co nie?
Skłamałabym jak bym potwierdzila. Nie nigdy nie byl wymarzonym. Sprawial wrazenie dobrego czlowieka, ktory ma kilka wad, jak kazdy.
Seavus napisał/a:
I w jednej chwili znika otoczka... super partnera, i dziwimy się.. "Wooohooołł, kto to w ogole jest?"
Prawie. Bardziej sie czlowiek zaczyna zastanawiac jak to mozliwe ze od slow kocham Cie poszla taka zacieklosc i jad.. za szczerosc po prostu. Nadal mnie to gryzie troche. Zwlaszcza jak mam porowanie jak mozna sie zachowac.. Nie rozumiem, dlacego nagle osoa ktora byla centruum swiata staje sie wrogiem. Nie rozumiem tego szczegolnie w kontekcie gdy bylam caly czas w porzadku..
_________________ Dobrą stroną upadania jest to, że dajemy naszym przyjaciołom szanse by nas podtrzymali
Może sforumujmy jakieś tezy.. kiedys przyszłe cywilazcje znajdą bazy danych i bedą się tego uczyć..
Od miłości do nienawiści, bardzo cienka jest granica..po zostawieniu kogoś, kto nie chce być zostanwionym, czesto szala przychyla się na stronę nienawiści,..?
_________________ Can't stop the spirits when they need you
This life is more than just a read thru...
Jak sobie radzicie z zerwaniem związku? Nie tylko gdy Was rzucają.. Ale i gdy Wy rzucacie..?Z jakich powódów najczęściej zrywaliście, lub wasi partnerzy zrywali?
hm, w moim przypadku to ja zrywalem, nic przyjemnego. mowienie "zostanmy przyjaciolmi" to takie lżejsze "pocaluj mnie w dupe, na nic wiecej ode mnie nie zaslugujesz".
co do tego, ze kiedys ludzie ze soba zyli b.dlugo, teraz rozwody sa niemal na porzadku dziennym mozna tlumaczyc roznie. twierdzi sie, ze ludzie daza do jak najwyzszych standardow zycia, moze to o to chodzi? jesli odkrywamy w naszym partnerze jakas wade, to czesto nie staramy sie problemu rozwiazac, latwiej jest poszukac kogos bez tej wady (natomiast z kolejna, skreslajaca go i tak w kolko). Kiedys ludzie potrafili wiecej wybaczyc, nie spieszyli sie tak, rozmawiali, a teraz mamy, uwaga - cycat, "kapitalizm i ogolna znieczulice".
_________________ "tu gdzie mnie nie ma świat umiera
i o litość blaga każde drzewo kamień książka rym"
Patryśka napisał/a:
Jak sobie radzicie z zerwaniem związku? Nie tylko gdy Was rzucają.. Ale i gdy Wy rzucacie..?Z jakich powódów najczęściej zrywaliście, lub wasi partnerzy zrywali?
Nazwałes mnie patryśka..
Mordred napisał/a:
mowienie "zostanmy przyjaciolmi" to takie lżejsze "pocaluj mnie w dupe, na nic wiecej ode mnie nie zaslugujesz".
Exactly... potem dwa tygodnie męczenia się i tyle... ( no wyjątek potwierdza regułe..)
Mordred napisał/a:
co do tego, ze kiedys ludzie ze soba zyli b.dlugo, teraz rozwody sa niemal na porzadku dziennym mozna tlumaczyc roznie. twierdzi sie, ze ludzie daza do jak najwyzszych standardow zycia, moze to o to chodzi? jesli odkrywamy w naszym partnerze jakas wade, to czesto nie staramy sie problemu rozwiazac, latwiej jest poszukac kogos bez tej wady (natomiast z kolejna, skreslajaca go i tak w kolko). Kiedys ludzie potrafili wiecej wybaczyc, nie spieszyli sie tak, rozmawiali, a teraz mamy, uwaga - cycat, "kapitalizm i ogolna znieczulice".
I to jest przykre... ;/ Srebrne Gody, Złote Gody... Wszyscy Znajomi moich dziadków, jesli dozyli, obchodzili je... A teraz... to poszukiwanie lepszych standardów, i efekt taki.. ze co chwile rózwód, alimenty. Zdrowa Rodzina.. i weź się tu ożeń..
_________________ Can't stop the spirits when they need you
This life is more than just a read thru...
Ostatnio zmieniony przez Seavus 2007-01-02, 15:50, w całości zmieniany 2 razy
.po zostawieniu kogoś, kto nie chce być zostanwionym, czesto szala przychyla się na stronę nienawiści,..?
TYlko, ze to sie nie sprawdza tez zawsze..Moj drugi zwiazek tez skonczyl sie tak, ze On wcale nie chcial sie rozstawac i staral sie walczyc jakis czas...
Moze petycja - Poznam Cie nie po tym jak zaczynasz ale po tym jak konczysz i jak zachowasz sie gdy ten koniec nadejdzie???
_________________ Dobrą stroną upadania jest to, że dajemy naszym przyjaciołom szanse by nas podtrzymali
Popełniłam kiedyś duży błąd... Chciałam się rozstac z chłopakiem.. Troche ze sobą byliśmy, ale ciągle brakowało czasu na spotykanie się (ja zmieniłam szkołę, on wyjechał na studia), głupie odzywki, czułam się zbędna w tym związku (!) i w ogóle uczucia wygasły, niestety...
Poprosiłam o rozmowę, powiedziałam co i jak. On mi powiedział, ze mu zalezy, że on sobie tego nie wyobraża itp. No to zgodziłam się z nim byc dalej. Po 2 tyg. nie wytrzymałam i zerwałam. Zraniłam i siebie i jego..
Błąd...
_________________ Nie skacz, bo i tak do mnie nigdy nie doskoczysz, ha! )
ostatnio zerwal ze mna chlopak po przeszlo pol roku bycia ze soba... dla jednych malo... dla drugich troche wiecej... byl to jak narazie moj najdluzszy zwiazek.... a zerwal tylko dlatego ze on byl na wakacjach , wiadomo wypil sobie i pisal do mnie esy... i cos mu odwalilo i napisal ze to koniec... a aptem minapisal ze jestem ku**a, szmata i takie inne... a to wszystko dlatego ze byl pijany... tak mi sie potem tlumaczyl... a co jest najsmieszniejsze chcial do mnie wrocic... ale ja powiedzialam nie bo niklt nie bedzie mnie obrazal bezpodstawnie...
zrobilo mi sie smutno... bo w koncu facet to facet... nie moge powiedziec ze go kochalam ale zauroczylam sie... no... ale coz... troche mnie to bolalo ale przeszlo... jednak do teraz mu tego nie wybaczylam...
a ty... idz gdzies do klubu... umow sie ze znajomymi... i wogole...
_________________ "Umrzeć przyjdzie, gdy się kochało wielkie sprawy głupią miłością"
K.K. Baczyński
Ostatnio zmieniony przez Asiomka 2007-01-05, 09:14, w całości zmieniany 1 raz
Natchniony jeszcze ciepłą sytuacją z własnego życia.. ( ).
No to witaj w klubie ziomuś.
Seavus napisał/a:
Jak sobie radzicie z zerwaniem związku?
No ja sobie nie radzę. Tzn. już mi lepiej. Siedzę u Przyjaciela w Anglii. No i jak zobaczyłem jak się liże z moim byłym kumplem - coś we mnie pękło. Przestałem kochać, ale wspomnienia nadal pozostały. Damn it!
Seavus napisał/a:
Z jakich powódów najczęściej zrywaliście, lub wasi partnerzy zrywali?
Moja była zerwała ze mną, albowiem chodzi teraz z moim kumplem (także byłym). Kręcił się przy niej od dawna (przyjeżdżał z nią do mnie, jeździł z nią nad jezioro jak mnie nie było). i się dokręcił kuta.on.
Seavus napisał/a:
Czesto spotyka się stwierdzenie.. "moze zostaniemy przyjaciołmi.."
Też to słyszałem. Słyszałem także: - Daj mi czasu... Wyjedź do Anglii, a ja się zastanowię. Chciała się mnie pozbyć, szczwana sunia. Potem się z nim ukrywała, żebym się nie dowiedział. Ale ja wiem... Wrócę na wakacje do Polski, to skończę ten temat raz na zawsze. I nie będzie mnie obchodziło czy będą nadal razem. Dostanie w banie za siebie i za nią.
Wiesz co no ja bym sie na Twoim miejscu cieszyla, ze ktos Ci pokazal ze Twoja byla juz laska miala Ci lekko w powazaniu i rzucila Cie dla pierwzego kolesia jaki sie nia zainteresowal... Co jego bedziesz bil??? Co Ona z Nim Tobie tak Jemu z kims innym. ZYcie mu odda, a Ty sobie tlyko niepotrzebnie rece ubrudzisz...
_________________ Dobrą stroną upadania jest to, że dajemy naszym przyjaciołom szanse by nas podtrzymali
Wiesz co no ja bym sie na Twoim miejscu cieszyla, ze ktos Ci pokazal ze Twoja byla juz laska miala Ci lekko w powazaniu i rzucila Cie dla pierwzego kolesia jaki sie nia zainteresowal... Co jego bedziesz bil??? Co Ona z Nim Tobie tak Jemu z kims innym. ZYcie mu odda, a Ty sobie tlyko niepotrzebnie rece ubrudzisz...
Ale to we mnie siedzi jak jakiś cholerny pasożyt i nie potrafię się z tym pogodzić. Muszę coś zrobić, bo inaczej mnie szlag trafi. To mnie wypala od środka.
[ Dodano: 2007-01-06, 23:53 ]
Seavus napisał/a:
Tak i to kolejny dowód na to ze hh, to wspaniały autorytet..
A kto mówił, że HH to mój autorytet (i jak rodzaj muzyki może być autorytetem?).
Seavus napisał/a:
dla mnie to jednak zaden argument, w tej sprawie.. Bo normalnie rzecz biorąc.. Ona ma wolną wole, jesli wybrała jego, to jej sprawa, i jej decyzja, gdyby nie chciała to by tego nie zrobiła..
To ja też mam wolną wolę. Mógłbym Cię spotkać na ulicy i wsadzić Ci nóż w plecy, bo mam do tego prawo - moja decyzja. Wyolbrzymiłem, aby zapytać: każdy ma prawo do ranienia innych ludzi?
Seavus napisał/a:
Dlatego ze nie byłes dla niej dość dobry, i poszła do innego? Przemyśl..
Powinienem się wkurzyć, ale nie zrobię tego, bo i oponent z Ciebie żaden, więc Twe słowa są mi obojętne. Pomyślmy... Może błędem było kupowanie jej prezentów, przyjeżdżanie do niej w upał na rowerze (15 KM) i przywożenie tabletek, bo brzusio ją bolał, kupowanie od czasu do czasu kwiatka i pamiętanie o rocznicach (ona zapominała)... itp.
Seavus napisał/a:
hahahahahahahaahh
Uwielbiam ludzi, potrafiących śmiać się z samego siebie. Równy z Ciebie człek.
No tak... Bo jednak jakby nie było to rozstania były, sa i będa bardzo trudne i przykre...
Aż płakac sie chce jak sie patrzy na tą osobę którą się kochało, a z która już wszystko skończone... z czasem mija..
_________________ Nie skacz, bo i tak do mnie nigdy nie doskoczysz, ha! )
Moje upadki i wzloty napełnione były zazwyczaj wieloma niezwykle silnymi emocjami wręcz były wybuchowe... Niestety zerwać jest dosyć łatwo tylko dlaczego? Czasami myślimy że uczucie wygasa, że partner nas nie rozumie, czasami dlatego że nas rani ale czy to wszystko? Moim problemem zawsze było to czy zrobiłem wszystko aby mój związek był ponadprzeciętny czy może jednak nie? Ten dylemat nigdy nie dawał mi spokoju. W związku nie chodzi tylko o branie... najważniejsze jest oddanie i umiejętność dawania, nieustanne kompromisy gdyż jesteśmy tak inni od siebie. Zaufanie. Zazwyczaj każdy związek przechodzi ciężkie dni między czwartym a piątym rokiem jego trwania... jest to zakorzenione głęboko w naszej psychice, chemia tez jest już inna... Moja relacja do kobiety którą aktualnie kocham jest bardzo głęboka i wielopoziomowa...a przechodzimy właśnie kolejny kryzys (11 lat razem, dziecko, brak ślubu i pobyt w innym kraju). Za pierwszym razem pozwoliłem jej odejść ( choć to ja wyjechałem z polski ale ona ze mną zerwała - przez telefon) uznałem to za lepsze wyjście dla nas obojga gdyż miłość na dystans nie ma dla mnie sensu. Przez pół roku nie odzywaliśmy się do siebie (raczej ja nie dzwoniłem - trochę poszalałem w Amsterdamie - brak zobowiązań czułem się jak młody pies spuszczony ze smyczy), dopiero po tym odważyłem się zadzwonić... myślałem że już wszystko skończone, nie mogłem się bardziej mylić. Moja ex miała już chłopaka ale po moim telefonie nie mogła się już skupić, ja także miałem mętlik w głowie. Zawsze najważniejszym było dla mnie jej szczęście a nie czułem aby była. Zaraz po tym zapragnęła rzucić wszystko i przyjechać do mnie, a ja nie mogłem jej odwrócić od tej decyzji - powiedziała że i tak przyjedzie. Z jednej strony nasz związek był bardzo emocjonalny, z drugiej oboje jesteśmy niezwykle uparci i zwalczamy samych siebie z błahych powodów i to najbardziej było dla mnie bolesne. Cóż po 10 miesiącach znów trafiła w moje ramiona, tego co poczułem nie jestem w stanie nawet opisać. Było cudownie. Do czasu. Gdy realia doszły do niej zaczęło robić się ciężko, częste rozłąki (studiuje zaocznie) i wewnętrzna rozterka pomiędzy dwoma krajami, pomiędzy mną a rodziną kosztowała na wiele bólu a ją wyrzeczeń jakich nie mogłem od niej wymagać. Ponownie połączyło nas dziecko... Ale już w trakcie ciąży zaczęła interesować się ezoteryką i planowała chodzić na różne kursy choć brzuch rysował się już dosyć wyraźnie, a ja zaślepiony w sobie i może troszeczkę przestraszony (jestem ateista o silnie naukowych przekonaniach) zacząłem negować to co chciała robić. Sam wbiłem klina pomiędzy nas. Do teraz żałuję. Odcięła się ode mnie, właściwie to zaczęliśmy oboje żyć trochę razem a więcej osobno. Rozłam musiał nadejść - ona sama w domu z dzieckiem a ja przez cały dzień w pracy. Nie wytrzymała tego. Wyjechała do polski zabierając dziecko - mojego ukochanego syna urodzonego w moje urodziny. Mój świat się zawalił po raz kolejny w moim życiu. Tym razem strata ich obojga dotknęła mnie bardzo głęboko... nie myślcie że nie próbowałem jej zatrzymać, nie dało się. Zimny prysznic i chłód w sercu ale rozumiałem ją i ponownie życzyłem jak najlepiej. Kolejne trzy miesiące. Nie dawała rady sama, świat zaczął ją przygniatać swym ciężarem a wiecznie nieprzespane noce dały o sobie znać. Ja natomiast zacząłem odbudowywać siebie... krok po kroku. Telefon. Ona chce wrócić. Ale co ja chcę? Dałem jej odejść już dwukrotnie, czy jestem gotowy zrobić to ponownie jeżeli do tego dojdzie jeszcze raz? Ale odmawiać synowi? To nie ja. Więc tym razem zacząłem robić więcej niż kiedykolwiek. Byłem wzorowym ojcem (owszem nie jestem doskonały ale stale się uczę) i oddanym partnerem... Wczoraj wyjechała ponownie. Po kolejnych trzech miesiącach. Nie możemy żyć bez siebie ale z sobą też jest nam trudno. Teraz się nie poddaję walczę i będę walczył. Ona mnie kocha ale życie w Holandii źle na nią działa, a ja nie mogę jeszcze wracać (!!!). Wyzwoliłem w niej siłę, wydaje mi się że tym razem uda nam się przetrwać - zakończy życie w Polsce (w tym studia oraz magisterkę) a ja jej nie zostawię i wesprę codziennymi rozmowami. Ale mając doświadczenie pytam siebie czy na pewno? Walczcie o wasze związki dajcie z siebie wszystko, pamiętajcie że problemy łatwo rozwiązać od razu zwykłą szczerą rozmową, jeżeli zostawiacie wszystko na później będzie ciężej. Frustracje nakładają się na siebie. A później nie ma już nic tylko pustka. Ból. Który jeżeli miłość była prawdziwa trwa do końca naszych dni. Prawdziwa miłość nigdy nie rdzewieje. Siema.
najlepsze rozstania są co tydzień jak się 'kochankowie' godzą i rozstają w sumie zawsze się kochając ;q i jak na to patrze to mam dość świata i miłości ;d
_________________ Nie wierz nigdy nie w tych co ciągle udają i ciągle uśmiechają się nie
Wierz nigdy nie w to niebo które zawsze niebieskie jest
Zostałam obdarowana tym tekstem na zakończenie związku.
Nie wiem w jakim celu ponieważ szanowny Pan M. nawet mi cześć nie mówił, to co tu gadać o jakiejkolwiek przyjaźni.
Tak sobie strzelił chyba.
biedne, niedojrzałe dziecko.
Gardze teraz takimi tekstami na zakończenie związku.
Ostatnio zmieniony przez AguŚś 2007-04-25, 16:18, w całości zmieniany 1 raz
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum
Firma "Krynski NET" Michał Kryński - właściciel serwisu Znajomi.biz nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytuu odpowiedzialność karna lub cywilna.