Przeczytałam ostatnio artykuł dotyczący depresji. Zainteresowało mnie szczególnie jedno stwierdzenie. Autorka - sama cierpiąca kiedyś na depresję - uznała, że choroba ta była niejako usprawiedliwieniem jej nie domagań w życiu. Gdy stawała twarzą w twarz z jakimś obowiązkiem, który przerastał ją wpadała od razu w przygnębienie - "uciekała w depresję". Uwaga ta skłoniła mnie do refleksji. Spostrzegłam, że często postępuję w podobny sposób...jestem ciekawa jakie jest wasze zdanie na ten temat...
_________________ "Im wyżej wzlatujemy, tym mniejsi wydajemy się tym, co nie umieją latać."
Ucieczka w depresje to jeszcze gorsza sytuacja niż sama depresja.
Uzależnienie od "tego czegoś", złych myśli, które z czasem sprawiają ulgę, a nawet przyjemność. Co prowadzi do sytuacji, w której nie możesz się ich pozbyć, bo sam już nie wiesz czego tak naprawdę chcesz.
A sama depresja nie jest usprawiedliwieniem dla "nie domagania".
To stan, w którym zazwyczaj wszystkie czynności są trudne/niemożliwe do wykonania.
Na swoim przykładzie mogę tylko powiedzieć, że "chwilowe" (w czasie konfrontacji z problemem) popadanie w przygnębienie to trochę inna bajka niż depresja.
Problem mija, a razem z nim wisielczy nastrój.
Przy przewlekłym schorzeniu problem mija, a nastrój zostaje i wciąż spada na łeb na szyję.
Dzisiaj poważnym problemem jest mylenie depresji ze zwykłym przygnębieniem, okresowym smutkiem. Wielu ludzi, kiedy tylko poczuje nadchodzącą zmianę nastroju (z dobrego na zły) od razu zaczyna mówić o depresji, załamaniu. Źle znoszą smutny nastrój, wydaje im się jakby zrobili coś okropnego drugiej osobie. Dzisiaj nie mówi się, ze ktoś jest smutny, przygnębiony ale raczej używa się zwrotów "ma doła", "wpadł/wpadła w depresję". Skąd bierze się tak zmiana?
Podstawowym problemem jest otaczający nas świat. Atakowani ze wszystkich stron reklamami, opowieściami słynnych ludzi, w których nie ma miejsca na jakieś pośrednie uczucia, zaczynami widzieć świat w skrajnościach (można być albo bardzo szczęśliwym, albo być załamanym). Jeżeli ktoś jest szczęśliwy - to od razu musi z tym wyjść do ludzi, pokazać. Inaczej jest ze smutkiem. Tłumimy go w sobie, staramy się go ignorować. A jeśli trwa trochę dłużej natychmiast mówimy o depresji. O ile łatwiej było by po prostu z kimś porozmawiać, spróbować poukładać wszystkie sprawy, a nie od razu mówić o jakieś chorobie.
Natomiast tłumaczenie swoich zaniechań depresją (jeżeli jest ona nieuzasadniona) jest dla mnie najzwyklejszym uciekaniem, strachem przed wzięciem życia we własne ręce.
_________________ Błogosławieni wariaci. Albowiem oni już tu, na ziemi, są w niebie.
depresja jest bardzo powaznym zjawiskiem, wiec stwierdzenie ze jest wymyslem slabych i zalosnych ludzi jest.. zalosne
tak jak naduzywanie slowa 'depresja' i nieustanne twierdzenie wsrod mlodych, ze sie ja ma.
stwierdzenie, ze "w depresje sie ucieka" jest jak najbardziej nietrafne, i pozbawione jakiegokolwiek sensu. 'uciekac' to mozna od problemow, lub od innych spraw, konczac na depresji wlasnie.
najwiekszym bledem jest mylenie 'depresji' (w ktora moge sie zalozyc ze zadne z was nie popadlo) ze zwyklymi humorami, tzw dolami itp.
Dołączył: 08 Sie 2007 Posty: 16 Skąd: tam gdzie ty :P
Wysłany: 2008-03-03, 19:21
moj ojciec mial depresje jak stracil prace... raz wziol za duzo jakis lekow i gdyby nie to ze moja mama zobaczyla w jakim jest stanie ( a juz kladl sie spac) pewnie by go juz nie bylo....
z tego co wiem w depresje moze popasc kazdy kto ma slabsza psychike( i nie tylko) nawet problemy w szkole moga sklonic nas do sabojstwa ( nie dla wszystkic hjest to ostatecznosc) a mysli samobojcze w wiekszosci przypadkow nie biora sie z glopoty tylko z braku checi do zycia a to ze ktos ma slaba psychike to nie jest jego wina
Cytat:
najwiekszym bledem jest mylenie 'depresji' (w ktora moge sie zalozyc ze zadne z was nie popadlo) ze zwyklymi humorami, tzw dolami itp.
gowno prawda...
_________________ †You may take my life, you will never take my freedom.†
najwiekszym bledem jest mylenie 'depresji' (w ktora moge sie zalozyc ze zadne z was nie popadlo) ze zwyklymi humorami, tzw dolami itp.
gowno prawda...
Zgadzam się, bo niby z czego się bierze depresja? Nie jestem specjalistą, ale według mnie złe humory, doły itp, są powodem przyszłej depresji. Nadmierne zmiany nastroju powodują, że nasza psychika zmienia się, bo nie mamy tego czego chcemy, albo spotkało nas coś przykrego. Trzeba żyć dalej i się nie przejmować, ale łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić. Niestety...
_________________ Bo miłość sądzi sercem, nie oczyma.
Wiek: 20 Dołączył: 05 Mar 2008 Posty: 54 Skąd: Lubawa
Wysłany: 2008-03-05, 20:07
Nigdy nie wpadam w depresję na tle nie poradzenia sobie z jakimś zadaniem czy wyzwaniem. Depresję według mnie można podzielić na wiele odmian. Mnie dotyczy ta skupiająca w stosunku siebie z samym sobą. Nie ma tu wpływów wewnętrznych takich jak presja otoczenia czy problemy z osiągnięciem jakiegoś celu. Depresja nie jest wymysłem, jest stanem przejściowym w dłuższym (choroba) lub krótszym (norma) wymiarze. Jedynym lekarstwem raczej jest to co się dzieje w głowie osoby z depresją. Tabletki, przyjaciele, czekolada to Placebo, nie leczy jednak dzięki temu łatwiej okłamać samego siebie.
Wiek: 20 Dołączył: 05 Mar 2008 Posty: 54 Skąd: Lubawa
Wysłany: 2008-03-07, 14:36
Nic nie dadzą - nie wyleczą same. Myślę, że nie trudno się było domyślić tego znaczenia. I najważniejsze, rozróżnijmy leczenie objawowe od całkowitego... (dla niekumatych do tych metod pierwszych zaliczają się tabletki)
Ostatnio zmieniony przez Calm 2008-03-07, 14:40, w całości zmieniany 1 raz
Wiek: 19 Dołączyła: 01 Mar 2008 Posty: 12 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2008-03-07, 15:53
Według mnie racją jest twierdzenie, że leki niewiele pomagają w leczeniu, co prawda dają ukojenie na jakiś czas ale najważniejszym sposobem pozbycia się czy to "depresji", czy też "przygnębienia" jest przełamanie własnych ograniczeń. Nadużywanie leków uspakajających to prosta droga do uzależnienia się, działają jak alkohol albo narkotyki. Zażywasz i wszystko jest już obojętne. Jest ci dobrze...ale tylko na jakiś czas...lepiej według mnie jest poćwiczyć nad własnym charakterem - zaskakuje jego plastyczność:)
a tak na marginesie: czasem najlepszą receptą na przygnębienie jest samo przygnębienie...trzeba to wyrazić (popłakać, pokrzyczeć...), a po jakimś czasie jest lepiej...bez proszków...
_________________ "Im wyżej wzlatujemy, tym mniejsi wydajemy się tym, co nie umieją latać."
a tak na marginesie: czasem najlepszą receptą na przygnębienie jest samo przygnębienie...trzeba to wyrazić (popłakać, pokrzyczeć...), a po jakimś czasie jest lepiej...bez proszków...
Zgadzam się, czasem warto też porozmawiać szczerze z kimś bliskim, to na prawdę pomaga.
_________________ Bo miłość sądzi sercem, nie oczyma.
Wiek: 20 Dołączył: 05 Mar 2008 Posty: 54 Skąd: Lubawa
Wysłany: 2008-03-07, 16:04
No niestety, ale jednak czasem ma się jakąś osobę godną zaufania. Zależy to też od osobowości, niektórzy faktycznie potrafią poradzić sobie sami, jednak wymaga to więcej czasu.
Kiedys sama byłam pogrążona w głebokim smutku przez długi okres czasu jednak wątpie by była to depresja. W każdym razie nawet nie myślałam o żadnych lekach. Byłam smutna i nie do życia, ale odpowiadało mi to. A gdy ktoś( znajomy) podchodził i chciał mnie na siłe "uszczęśliwić" to robiło mi się jeszcze gorzej. Ale juz jest wszystko ok
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum
Firma "Krynski NET" Michał Kryński - właściciel serwisu Znajomi.biz nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytuu odpowiedzialność karna lub cywilna.